Czterdzieści lat temu niemieccy radykałowie z RAF porwali i zamordowali szefa niemieckiego związku pracodawców, zabili prokuratora generalnego i porwali samolot. Te zbrodnie wstrząsnęła wówczas Republiką Federalną.

Dokładnie 40 lat temu Republika Federalna Niemiec stanęła na skraju kryzysu, który nikogo nie zostawił obojętnym. Skrajnie lewicowa bojówka Rote Armee Fraktion (RAF) – następczyni grupy Andreasa Baadera i Ulrike Meinhof – uderzyła tamtej jesieni z szokującą sprawnością i bez żadnych skrupułów. Dla rozleniwionego dobrobytem społeczeństwa zachodnioniemieckiego był to szok. Porwanie przemysłowca Hansa Martina Schleyera, udany zamach na prokuratora generalnego Siegfrieda Bubacka, porwanie samolotu Lufthansy zachwiały wizerunkiem kraju „cudu gospodarczego”.

Pułapka na Schleyera
Feralnego 5 września 1977 r. w Kolonii, przed maską pojazdu Schleyera nagle pojawiła się kobieta z dziecięcym wózkiem. Heinz Marcisz, kierowca Schleyera, instynktownie zahamował. Zrobił to tak nagle, że policyjny wóz jadący za nim nie był w stanie wyhamować i uderzył ze sporą siłą w tył wozu Schleyera. Wtedy dopiero okazało się, że jest to pułapka terrorystów, którzy wykorzystali szok wywołany stłuczką i otworzyli ogień. Schleyer został oszczędzony, gdyż miał być wymieniony na czołówkę bojowców RAF przetrzymywanych w super strzeżonym więzieniu w Stammheim.
Zachodnie Niemcy były przerażone. Chociaż zamachy lewicowych bojówek zdarzały się od początku lat 70., tym razem skuteczność terrorystów była zdumiewająca, a fala zamachów uderzyła w osoby ze szczytów władzy i biznesu.

       Hans Martin Schleyer został zamordowany przez lewackich terrorystów

Specjalistów od terroryzmu zdumiewa do dziś stopień skuteczności zamachowców RAF przy porwaniu Schleyera, zamachu na Jürgena Ponto i Siegfrieda Bubacka oraz łatwość porwania samolotu Lufthansy lecącego na Majorkę. Wszystkie te zamachy dokładnie zanalizowano i służby specjalne RFN wyciągnęły z nich wiele wniosków. Lekcja „niemieckiej jesieni 1977 r”. sprawiła, że już nigdy później nie powtórzyła się taka zmasowana fala ataków w tak krótkim czasie, choć ataki pogrobowców RAF będą się jeszcze zdarzać – do ostatniego doszło w 1993 r. W 2015 r. „emeryci” RAF zorganizowali jeszcze akcję na furgonetkę z pieniędzmi.
A lewicowi intelektualiści do dziś relatywizują potworność sprawy Schleyera snuciem dywagacji na temat domniemanego zamordowania czołówki RAF w więzieniu w Stammheim na polecenie władz. Pogrzeb Andreasa Baadera, Jana-Carla Raspego i Gudrun Ensslin 27 października 1977 r. na stuttgarckim cmentarzu Dornhalden stał się wielką demonstracją solidarności z terrorystami, w której wzięło udział wielu uczestników rewolty 1968 r.
Czarna jesień
To był jeden z najczarniejszych momentów powojennej historii Niemiec. Na początku lat 70. zbuntowani studenci zmienili się w krwawych morderców. Choć od założenia Frakcji Czerwonej Armii, do pierwszej ofiary śmiertelnej minęło kilka lat. W kwietniu 1968 r. Andreas Baader oraz Gudrun Ensslin, założyciele RAF podpalili dom towarowy w proteście przeciw wietnamskiej wojnie. Uznali, że tylko taki sposób wywołają szok wśród niemieckich mieszczan i wzbudzą zainteresowanie środków masowego przekazu.

Aresztowani i skazani, uciekli rok później. Odwiedzając lewicowe organizacje we Francji, Szwajcarii i Włoszech, trafili powrotem do Niemiec Zachodnich. Tu Baader został złapany ponownie. Wpadł przy… kontroli prędkości. I to ponowne aresztowanie doprowadziło ostatecznie do tego, że niesławny duet Baader-Meinhof przebił się do publicznej świadomości.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here