Początkowo Polska Ludowa tępiła nierząd jak najgorszą zarazę. Potem jednak prostytutki okazały się dla bezpieki bezcennym narzędziem pracy. Z biegiem lat coraz bardziej zyskiwały na znaczeniu.

– Moim najlepszym informatorem była prostytutka. Żaden inny informator nie mógł się z nią równać, jeżeli chodzi o skuteczność. Miałem wrażenie, że ta dziewczyna wiedziała wszystko na temat tego, co się działo w Warszawie – mówi „wywiadzie dla miesięcznika Historii Do Rzeczy” Jerzy Dziewulski, wieloletni funkcjonariusz wydziału kryminalnego MO z Warszawy.

Informatorka Dziewulskiego była tzw. „lokalówką”, pracującą w jednej z najlepszych warszawskich restauracji. „Lokalówki” były najbardziej ekskluzywnym rodzajem cór Koryntu – szukały bogatych klientów jedynie w lokalach z najwyższej półki. Dziewulski współpracował z prostytutką z „Kongresowej” na przełomie lat 60. i 70. Opisuje ją jako piękną i niezwykle inteligentną studentkę psychologii, która sprzedając się zarabiała „potwornie olbrzymie pieniądze”, wyciągała od bogatych cudzoziemców twardą walutę. Były milicjant, jako dowód na jej skuteczność podaje m.in. odnalezienie wyjątkowo cennej trąbki skradzionej z żoliborskiego mieszkania znanego polskiego muzyka jazzowego Tomasza Stańki.

Hurra, trąbka się znalazła!

– To była dla milicji prestiżowa sprawa. Już wtedy był to słynny muzyk, występował za granicą, więc czuć było presję, żeby jak najszybciej odnaleźć skradziony przedmiot. „Moja” prostytutka okazała się bezkonkurencyjna – świetnie rozbudowana sieć kontaktów pozwoliła jej błyskawicznie wskazać sprawców. Odzyskaną trąbkę oddaliśmy muzykowi, a w ramach wdzięczności dostaliśmy od niego siatkę bułgarskiego koniaku – wspomina Dziewulski.

        Prostytutki w PRL były stałym elementem krajobrazu wielkich miast

Ta owocna współpraca nie trwała jednak długo. Milicjant musiał odstąpić swoją informatorkę Służbie Bezpieczeństwa, która zainteresowała się szerokimi kontaktami prostytutki. – Z nimi ciężko było dyskutować. Na żądanie SB mój komendant kazał mi przekazać informatorkę, więc niestety straciłem dostęp do tego bezcennego źródła informacji – mówi Dziewulski.

W ten sposób studentka psychologii z „Kongresowej” dołączyła do licznego grona luksusowych prostytutek, które oddawały peerelowskiej bezpiece nieocenione usługi w inwigilacji „elementów antysocjalistycznych”. Można się tylko domyślać, że przy późniejszych zadaniach, wyznaczanych jej przez SB, sprawa odnalezienia trąbki to banał.

Moralność Bieruta

W idealnym komunistycznym świecie nierząd nie miał racji bytu. Już Karol Marks uważał to zjawisko za przejaw kapitalistycznej patologii, które po wprowadzeniu komunizmu będzie musiało odejść w niepamięć. Główny ideolog komunizmu patrzył na to zjawisko szerzej, pisząc że „prostytucja to tylko szczególny wyraz powszechnej prostytucji robotnika”.

W pierwszych latach PRL podejście nowych władz do tego problemu było wręcz modelowe. Państwo przeprowadziło serię kampanii, mających na celu pozbycie się raz na zawsze tej kapitalistycznej zarazy. Nawet polska nauka brała sobie do serca szczególny klimat panujący w pierwszych latach Polski Ludowej wokół seks-biznesu. Oto jak Słownik Wyrazów Obcych z 1954 r. wyjaśniał pojęcie „prostytucja”: „Jest to nierząd uprawiany zawodowo w celu zdobycia środków utrzymania, społeczne zjawisko występujące w krajach burżuazyjnych, spowodowane kapitalistycznym bezprawiem i brakiem materialnego zabezpieczenia”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here