Wojna polsko-szwedzka w połowie XVII weku, czyli tak rozsławiony przez Sienkiewicza „potop” to czasy heroicznego zrywu patriotycznego w obronie Ojczyzny i króla Jana Kazimierza. Jak to zwykle jednak bywa heroizm i bohaterstwo szły często w parze z czynami, o których wolelibyśmy nic nie wiedzieć.

 

W październiku 1655 roku po kilkutygodniowym oblężeniu wojska szwedzkie pod wodzą samego króla Karola Gustawa wkroczyły do starej polskiej stolicy – Krakowa. Obroną dowodził wojewoda ruski, Stefan Czarniecki, który już wkrótce zasłynie sławą wojenną i walnie przyczyni się do wypędzenia Szwedów z Rzeczpospolitej.

Póki co przyszły pogromca musiał zgodzić się na warunki honorowej kapitulacji i z podległym mu wojskiem opuścił miasto. Dowódcą garnizonu szwedzkiego w Krakowie mianowany został Niemiec – Paul Wuertz (bądź Paweł Wirtz). Była to bardzo ciekawa postać i głównie niemu król szwedzki zawdzięczał, że Kraków w ręku szwedzkim utrzymał się bardzo długo.

 

„Wielki lampart”

Gubernator Krakowa, Paweł Wirtz był postacią nietuzinkową. XIX-wieczny historyk lwowski Ludwik Kubala pisze o nim: „wykwintny dworak, dzielny żołnierz, zręczny człowiek i wielki lampart”. Urodził się w bardzo biednej rodzinie w Prusach Książęcych. W dzieciństwie służył jako pomocnik wędrownego handlarza lekarstwami, z czasem wstąpił do zakonu jezuitów. Tam nie zagrzał jednak długo miejsca. Uciekł do Wiednia, po wielu perypetiach wstąpił na służbę Karla Gustawa, wówczas jeszcze następcy tronu, wkrótce jednak króla Szwedów, Gotów i Wandalów, jak brzmiała oficjalna nomenklatura szwedzkiego monarchy.

Mianowany gubernatorem w grodzie nad Wisłą wprowadził surowy reżim wojskowy. Rozkazał pod karą na gardle znieść na ratusz wszelki oręż – strzelby, zamki od strzelb, topory, widły i siekiery. Nakazowi towarzyszyły rewizje, „łupanie kamienic, sklepów i piwnic”. Następnie zażądał od wszystkich mieszkańców przysięgi wierności i posłuszeństwa.

„wykwintny dworak, dzielny żołnierz, zręczny człowiek i wielki lampart”

Mieszczanie  odmówili, następnie pod wielkimi groźbami i po złagodzeniu jej tekstu wielu złożyło przysięgę. Jednak atmosfera w mieście była ponura. Miasto został doszczętnie obrabowane z kosztowności. W każdą sobotę szwedzcy żołnierze przeprowadzali rewizje kamienic. Sam Wirtz nie tracił jednak humoru. Podczas, gdy sterroryzowani mieszkańcy siedzieli w domach, on każdej nocy w swej kwaterze na Rynku, w narożnej kamienicy, urządzał pijackie biesiady. Stałymi gośćmi były tam kobiety utrzymujące domy nierządu. Wespazjan Kochowski wymienia nawet ich nazwiska: Segniecowa, Wicherkowska,  Lasomoniczka i Pilichowska… Jak pisze historyk : „Wirtza w ziołach kąpały, a nawet ksieni klasztoru zwierzynieckiego, Dorota Ługowska, mieszkała jakiś czas u generała, dostarczała znakomitych specjałów i miała dziewki, które szpiegowały”.

 

Dziewki ratują Wirtza

Tymczasem sytuacja Szwedów w Polsce wiosną 1656 roku radykalnie pogorszyła się. Króla szwedzkiego opuściła polska szlachta zrażona jego rabunkową polityką i atakami na wiarę katolicką. Wkrótce regularne wojsko zawiązało konfederacje tyszowiecką i powróciło do wierności królowi Janowi Kazimierzowi. Szwedzi wypierani byli z kolejnych miast. Wiosną Karl Gustaw został otoczony przez siły polsko-litewskie w widłach Wisły i Sanu i tylko cudem zdołał się wymknąć. Nie powstrzymało to Polaków, na początku lipca armia dowodzona przez Jan Kazimierza odzyskała Warszawę. Kraków stał się osamotnioną, wysuniętą na południe, szwedzką redutą.

Paweł Wirtz był jednym z ulubieńców Karola Gustawa

 

Nic dziwnego, że już wkrótce spontaniczne oddziały lokalnej szlachty zaczęły się gromadzić pod miastem. Ich celem było odzyskanie Krakowa. Wojska polskich partyzantów pod dowództwem Franciszka Dembińskiego, starosty Nowego Miasta Korczyna, zgromadziły się pod wsią Mogiłą. Było ich kilka tysięcy, nie tylko szlachty, ale również okolicznych uzbrojonych chłopów. Zanim jednak doszło do regularnego oblężenia doszło do nieprzewidzianych wypadków.

czytaj też: Jak palono książki na rynku w Warszawie

Na pomoc swemu dobrodziejowi ruszyły bowiem wspomniane już damy lekkich obyczajów. Nie da się ukryć, że nie wykazywały one postaw patriotycznych. Wręcz przeciwnie, kierowały się tylko własnym, dość wąsko pojętym interesem. Dembiński zanim rozpoczął kroki wojenne wszedł w porozumienie z niektórymi mieszczanami, którzy na ustalony znak mieli Polakom otworzyć bramy miasta. Kobiety zdradziły jednak spisek generałowi Wirtzowi. W tej sytuacji Wirtz, który chyba już dobrze poznał upodobania polskiej szlachty, za radą burdelmam, postanowił wysłać do polskiego obozu „osiem beczek wina zaprawionego i znaczną liczbę białogłów z miasta wypędzonych z tobołkami i sprzętami domowymi”. Oczywiście jurni szlachcice byli takim przebiegiem „oblężenia” po prostu zachwyceni. Już wkrótce „obóz” zamienił się w jedną wielką imprezownię.  Oczywiście nikt nie myślał o środkach bezpieczeństwa, nie wystawiono żadnej straży. O 3 nad ranem Szwedzi wpadli na pijanych i śpiących Polaków i urządzili rzeź. Zginęło blisko 1000 ludzi. Przywódca insurgentów starosta Dembiński „w samej koszuli został zapędzony do miasta”. W kolejnych dniach Szwedzi rozkręcili prawdziwą spiralę terroru. Podejrzani o udział w spisku zostali wtrąceni  więzienia lub wygnani z miasta.

3 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here