Znana sowiecka kolaborantka nie umiała żyć samotnie. wobec mężczyzn miała jednak „instynkt posiadania”, co odstraszało większość amantów. Zapisała się w dziejach Polski jako wyjątkowa sowiecka kolaborantka. Nazywano ją „liżydupą” Stalina i faktycznie, większość życia poświęciła sprawie sowietyzacji Polski. Natomiast w życiu prywatnym była nieszczęśliwą kobietą, zależną od swoich partnerów.

W latach dwudziestych XX wieku Wanda Wasilewska – córka Leona, działacza niepodległościowego z PPS, i chrześnica Józefa Piłsudskiego – studiowała polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wstąpiła wtedy do Sekcji Akademickiej PPS i poznała studenta matematyki Romana Szymańskiego. Był on synem robotnika kolejowego z Tuchowa. Uważano go za „człowieka przemiłego, o niewyczerpanych zasobach pogody i wesołości”. Posiadał również niezwykle ważną dla działalności partyjnej cechę – był niezwykle towarzyski i komunikatywny, dysponował także „nieprzebraną znajomością różnych pieśni ludowych, robotniczych, żołnierskich”.

 

Przemiły Romek

Wasilewska wyszła za Szymańskiego. Małżeństwo uchodziło za udane, a Roman był chyba jedynym mężem dorównującym jej intelektualnie. Wkrótce na świat przyszła córka Ewa. Niestety w 1931 roku Szymański zachorował na tyfus i zmarł, a jego następcy byli już ludźmi innej kategorii.

Po śmierci Szymańskiego Wanda zmieniła oczekiwania wobec mężczyzn – szukała partnerów, nad którymi mogła górować intelektualnie.

„Było coś nienormalnego w jej dobieraniu sobie mężczyzn – uważał Adam Ciołkosz, działacz PPS i przyjaciel ojca Wandy – musiała mieć mężczyzn niedorastających do niej intelektualnie. Sama zwierzała się, że potrafi kochać tylko mężczyzn niżej od niej stojących. Była do nich przywiązana i o nich zazdrosna, miała w tym zakresie »instynkt posiadacza«. Kochała ich na swój sposób. Byli nieodzowni, ale nie byli najważniejsi w jej życiu”.

 

Murarz z ambicjami

 

Kolejny partner również pochodził ze środowisk PPS, ale zdecydowanie odróżniał się od poprzednika. Pan Bogatko był robotnikiem murarskim, a w partii przepowiadano mu dużą karierę. Poznali się w romantycznych okolicznościach, Bogatko uratował Wandzie życie podczas spływu kajakowego na Wiśle.

„Było to jesienią 1931 roku – wspominała Zofia Woźnicka, młodsza siostra Wandy. – Dostali się w niebezpieczne miejsce pod Tyńcem, kajak się przewrócił i Wanda, dość słabo pływająca, zaczęła tonąć. Marian z narażeniem własnego życia wyratował ją z opresji. Było to dla nich wielkie przeżycie”.

 

Zamieszkali razem, ale nie wzięli ślubu, uważając formalne więzy za „tchórzowskie ustępstwo plotkarzom”. Wasilewska sportretowała partnera w swojej pierwszej powieści („Oblicze dnia”), przyznając, że Anatol, główny bohater utworu, był „bezwstydnie wzorowany na Marianie”. „[…] fantastyczny atleta, piękny rzeczywiście chłopak – opisywał Bogatkę Aleksander Wat – do tańca i do różańca. Bardzo inteligentny, bystry, z poczuciem humoru, szalenie wesoły, silny chłop”.

                               Wanda Wasilewska w latach trzydziestych 

W latach wielkiego kryzysu oboje stracili pracę i przenieśli się do Warszawy. Przydały się koneksje ojca Wasilewskiej i Wanda znalazła zatrudnienie w dziale wydawniczym Związku Nauczycielstwa Polskiego. Pracowała w redakcji „Płomyka” i „Płomyczka”, nazwisko ojca otwierało jednak wiele drzwi, a Wanda nie miała skrupułów, żeby tego nie wykorzystywać.

Problemy sprawiał natomiast Bogatko. W Warszawie nie powrócił już do zawodu, odnajdując się w roli mężczyzny lewicowej pisarki i publicystki.

„Bogatko zdeklasował się – wspominał Ciołkosz – i w ogóle przestał pracować. Zajmował się domem, asystował swej żonie w środowiskach lewicy literackiej, w pochodach 1 maja chodził z grupą literatów i dziennikarzy, nie z robotnikami budowlanymi, przeszedł na mieszczański sposób życia i w niczym już nie zapowiadał sobą Anatola – płomień i miecz rewolucji”.

 

W tym czasie Wanda była już żoną Bogatki, małżeństwo zawarli, starając się o wizę na wyjazd do ZSRS. Pobrali się w obrządku kalwińskim, nie ukrywając przed pastorem, że to wyłącznie formalność.

 

„Gdy poprosił o jakieś oświadczenie charakteru religijnego – wspominała Wasilewska – a nam bardzo się spieszyło, rozzłościł się i w końcu zirytowany zapytał: »Nie rozumiem, o co państwu chodzi – o ślub czy o papiery?«. Odpowiedziałam, że o papierek. Wtedy zrezygnował ze wszystkiego, był na nas śmiertelnie obrażony, ale dokument ślubu nam wydał, a całą ceremonię ograniczył do jakichś skróconych obrzędów”.

2 KOMENTARZE

  1. Przed 1964 rokiem w Kijowie nie było ani jednego czynnego kościoła… Wasilewska ponoć przekazała swe pieniądze(w testamencie) na remont zamkniętego wówczas kościoła św. Mikołaja, który później przerobiono na Dom Muzyki Organowej (1979-1980).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here