Savita Debnath miała zaledwie 14 lat, kiedy dwóch nieznanych mężczyzn zjawiło się w jej ubogiej wiosce we wschodnich Indiach. Obiecywali, że załatwią jej pracę sprzątaczki w pobliskiej Kalkucie. Kusili, że co miesiąc zarobi 40 dolarów! Dziewczyna uwierzyła, zaufała. Jednak kiedy Savita stawiła się w Kalkucie, rzekomi łaskawcy wsadzili ją w pociąg do New Delhi, a tam sprzedali niczym bydło.

 

Trafiła do niezbyt miłych ludzi. Jej nabywcy przy pomocy sękatego drąga i rzemienia bardzo szybko przekonali dziewczynę, że dzień pracy może trwać i 20 godzin. Savita szorowała podłogi, polerowała meble, gotowała śniadania i obiady, opiekowała się dwójką dzieci. Pieniędzy nawet nie powąchała. Nie wypuszczano ją z domu, kompletnie odcięto ją od jakiegokolwiek kontaktu z rodziną. – Harowałam od 6 rano po 1 w nocy. Kiedy przypaliłam posiłek, moja właścicielka lała mnie w dzikiej furii – skarży się Savita. Dziewczyna i tak miała szczęście. Jej poniewierka trwałą zaledwie rok. Odzyskałą wolność ale wciąż nie ma rupii przy duszy.

 

Powrót ery niewolnictwa

Kilka lat temu australijska fundacja “Walk Free” opublikowała raport, w którym sugeruje, że historie podobne do losów Savity są zjawiskiem powszechnym. I to nie tylko w Indiach ale na całym świecie. Według wyliczeń badaczy we współczesnym świecie żyje blisko 30 milionów niewolników, a taką formę wykorzystania pracy ludzkiej można spotkać w 168 państwach. Niewolnicy i raby wzmacniają gospodarki Stanów Zjednoczonych, Kanady, Japonii, państw europejskich.

 

     Niewolnictwo dzieci w takich krajach jak Mauretania jest powszechne

Najwięcej niewolników haruje w Indiach. Ostrożnie oblicza się ich na jakieś 13 – 14 milionów. To cztery razy więcej niż w drugich na liście Chinach (2,9 mln), czy trzecim Pakistanie (2,1 mln). Jednak prawdziwie niewloniczymi krajami są Haiti i Mauretania. Tam bezwolni ludzie stanowią 4 i 2 procent całej populacji.

XXI-wieczne niewolnictwo przyjmuje różne formy i ma wiele nazw. Kryje się pod pojęciami “Handel ludźmi”, “praca przymusowa”, “praktyki pseudoniewolnicze”. Ale czort z tym jak je zwał, ofiary niewolnictwa ze zmodernizowanym liftingiem oblicza łączy utrata osobistej wolności, eksploatacja dla zysku przez inne osoby, wykorzystanie seksualne i wymuszona siłą lub groźbą dominacja.

czytaj też: Nieznany podróżnik. Wspaniała relacja XVI-wiecznego polskiego wagabundy

W Indiach praktycznie cały rynek pracowników domowych stanowią niewolnicy. Zorganizowały go nieuczciwe agencje zatrudnienia i rekrutacyjne. Mamią biedaków możliwością pracy, a po podpisaniu “cyrografu” okazuje się, że ludzie zrzekają się swej wolności. Praktyki podpisywania kontraktów są nieuregulowane i na nic zdają się orzeczenia sądu czy też wytyczne rządu. Nikt ich nie respektuje. Jedyna nadzieja niewolnika jest pokładana w tym, że ktoś doniesie na policję, a ta organizując nalot przywróci wolność rzekomej „dobrowolnej  służbie domowej”.

 

Dobry biznes

Niewolnictwo to dochodowy interes. Nowi właściciele pracownika płacą przecież agencjom pośrednictwa pracy.  – Tyle tylko, że to one biorą całą kasę, a biedne dziewczyny nie dostają niczego – mówi Rishi Kant,  działacz społeczny z New Delhi, który ocalił Savitę. – Dziewczyny zatrudniane jako służba domowa są wykorzystywane – psychicznie, seksualnie, fizycznie. Ich los w ogóle nie obchodzi urzędników państwowych. Co gorsza, zdarza się, i to wcale nie tak rzadko, że i oni żądają takich „pokojówek” do swoich domów, częściowo dlatego, że niewolnice są potulne i siedzą cicho jak mysz pod miotłą – tłumaczy aktywista obrony wolności ludzi.

Z kolei Nick Grono, dyrektor fundacji „Walk Free” dodaje, że współczesne niewolnictwo obejmuje także nieletnich i dzieci zmuszane do zawierania małżeństw. To także przymuszanie do pracy w budownictwie i kamieniołomach całych kast niższej społeczności. W niewolę popadają także ludzie zwabieni przez pożyczkodawców oferujących tanie kredyty. Zaciągnięte długi rosną do niebotycznych wysokości, a spłata ich może ciągnąć się przez całe pokolenia.

                          Handel ludźmi to dochodowy biznes…

W przypadku zniewolonych pracowników domowych, średniozamożne i bogate rodziny Hindusów płacą miesięcznie pensje. Ale oczywiście o wiele mniej niż nakazuje to poziom płacy minimalnej, szacowany na 125 dolarów (oczywiście po przeliczeniu rupii na walutę amerykańską). „Szczęśliwy i wybrańcy” mogą liczyć co najwyżej na haniebne 33 dolary.

W Indiach wegetuje największa ilościowo rzesza niewolniuków. Ale to Mauretania jest prawdziwym państwem niewolniczym. Ostrożne dane wskazują, że stanowią oni 4 procent ludności. 150 000 na 3,8 miliona żyjących wśród rozgrzanych piasków. Z tą liczbą jesteśmy oswajani, ale tak zapewne nie jest. Jak alarmuje jedna z organizacji pozarządowych niewolników może tam być i z 20 procent. Co piąty mieszkaniec! To pewnie przesada, ale niewolnictwo w Mauretanii sięga pokoleń i jest głęboko zakorzenione w świadomości i mentalności społecznej. Rząd oczywiście zakazuje stosowania tej niecnej praktyki, podpisuje stosowne międzynarodowe porozumienia i deklaracje ale praktycznie nic nie robi by ukrócić proceder. –  Pranie mózgów zrobiło swoje. Nawet niewolnicy zaakceptowali tutaj swoją sytuację. Bez dostępu do edukacji lub alternatywnych źródeł zdobywania środków utrzymania ci nieszczęśni ludzie wierzą, że to Bóg chce by byli niewolnikami – wnioskują autorzy raportu „Walk Free”.

czytaj dalej

4 KOMENTARZE

  1. Niewolnikiem to jest pracujący Polak, któremu rząd odbiera pod przymusem min. 70 % owoców jego pracy. przymusowo „naucza” i szczepi mu jego (?) dziecko, decyduje o tym, co wolno mu jeść, pić lub palić, nakazuje mu się ubezpieczać i jeszcze wmawia mu, jaką to wolnością się cieszy od 1989 r.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here