Goniec Krakowski nr 75/1924 fot. Jagiellońska Bibloteka Cyfrowa

Józef Piłsudski przy wielu okazjach podkreślał, jak wielką, cenną wartością jest dla niego honor i godność. Na Zjeździe Legionistów w sierpniu 1923 roku we Lwowie wypowiedział jakże dobitne słowa: „Gdy będziecie myśleli o obronie mojej czci, proszę, aby ta obrona była skuteczna. Ja szukam metod skutecznych. Ja szukam uderzeń, które burzą, a nie takich, które sprawiają tylko satysfakcję za pomocą gestów. Ktokolwiek będzie mnie bronił, to proszę – niech mnie broni skutecznie”.

Wszyscy, którzy te słowa usłyszeli bądź przeczytali w prasie, w lot pojęli, o co chodziło ubóstwianemu „Komendantowi”. Bojówki piłsudczyków zaczęły dokonywać napaści na wrogie redakcje oraz na niepokornych dziennikarzy „szkalujących Pana Marszałka” – i to zarówno przed, jak i po zamachu majowym 1926 roku.

Im więcej władzy posiadał Piłsudski, tym dosadniejsze słowa padały z jego ust pod adresem opozycji. Ówczesny minister spraw wewnętrznych, generał Felicjan Sławoj Składkowski, wolnomularz i sanacyjny oberstupajka, notował dokumentnie wszystko, co powiedział marszałek w czasie posiedzeń rządu i odpraw z najbliższymi współpracownikami (potem zebrał te „złote myśli” i opublikował w książce zatytułowanej „Strzępy meldunków”). Podczas jednego z posiedzeń Piłsudski wybuchnął gniewem: „A jak stracę panowanie, to każę powiesić lub rozstrzelać stu lub dwustu tych łajdaków. (…) W razie przeciwnym dyktatorem będzie komisarz policji wyznaczony przez pana Składkowskiego, który będzie ciągle po mordach bić tak, że zęby będą latać”.

Znakomity uczony, profesor Wacław Lednicki, w swoich wspomnieniach („20 lat w wolnej Polsce”) zanotował znamienną uwagę: „Piłsudski często powtarzał przy rozmaitych okolicznościach, że »tam, gdzie w mordę biją, ja też w mordę biję«. (…) Dla przybyszów z obozu marszałka te słowa, jak się niebawem okazało, stały się Ewangelią. Tak dalece w nie uwierzyli, że »bili w mordę« nawet tam, gdzie nikt nie bił”.

Błyskotliwy felietonista „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, Zygmunt Nowakowski, wspominając II RP już po wojnie na uchodźstwie, przyznał, że „u nas np. w warszawskiej »Adrii« mordobicie albo i strzelanina były czymś zwykłym, opatrzonym na dziesiątą stronę. Celowali w tym niestety zbrojni oficerowie, atakując bezbronnych cywilów”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here