Rozpętano przeciwko nim kampanię pomówień i nienawiści przypominającą swoim zasięgiem i „spontanicznością” to, co się działo w Związku Sowieckim w czasie czystek i procesów pokazowych. W samym tylko Wilnie aż 23 organizacje uchwaliły rezolucje potępiające artykuł docenta Stanisława Cywińskiego. Na murach miasta rozlepiono afisze z treścią tych rezolucji – zaczynały się one z reguły od słów: „Żołnierze, kombatanci, nie pozwólmy hańbić pamięci Wielkiego Marszałka!”. Senat Uniwersytetu Stefana Batorego uchwalił przekazanie sprawy Cywińskiego do postępowania dyscyplinarnego (choć jeszcze nie był skazany prawomocnym wyrokiem!), zaś rektor zawiesił go w obowiązkach. Władze wydały zakaz wydawania „Dziennika Wileńskiego” do momentu ogłoszenia przez sąd wyroku w sprawie oskarżonych. Wojewoda Bociański zawiesił działalność Stronnictwa Narodowego na terenie województwa od 17 lutego 1938 roku. To ostatnie zarządzenie było egzekwowane niezwykle gorliwie – urzędy pocztowe na terenie województwa odmawiały nawet przyjmowania depesz zaadresowanych do Zarządu Głównego Stronnictwa Narodowego!

Prasa prosanacyjna prześcigała się w piętnowaniu tej „niesłychanej zbrodni”. Słów użytych przez dziennikarzy „Gazety Polskiej” i „Kuriera Porannego” nie powstydziłaby się bolszewicka „Prawda”. „Nie ma określenia, aby potępić wybryk, który może być owocem chyba opętańczej jakiejś głowy. I nie ma środków, które mogłyby posłużyć do dość surowego i stanowczego wymazania takiej plamy” („Kurier Poranny” nr 50 z 1938 r.). „Czyn p.Cywińskiego nosi w sobie znamiona tak straszliwej ohydy, takiego wyzucia ze wszelkich hamulców, już nie etyki nawet, ale po prostu człowieczeństwa, że trudno znaleźć słowa, by napiętnować go należycie” („Gazeta Polska”, nr 49 z 1938 r.). „Reakcja właściwa powinna być taka, aby na głowę winnego spadła nie tylko kara, ale i oburzenie społeczne” („Merkuriusz Polski Ordynaryjny” nr 11 z 1938 r.). Z kolei redaktorzy „Kuriera Wileńskiego” popisali się takim bełkotem intelektualnym, że co bardziej rozgarnięci zwolennicy piłsudczyzny powinni zakrzyknąć z oburzeniem „Gdzie był cenzor?!”. W numerze 46 (z 1938 r.) „Kuriera Wileńskiego” czytelnicy mogli przeczytać następujące zdanie: „Niech uświadomią sobie ci, którzy sieją wiatr, że zbierać będą burzę, tak niepożądaną i groźną nie tylko dla nich, lecz i dla całej Ojczyzny w obecnej chwili dziejowej”. Niezbicie wynika z tych rozważań, iż użycie słowa „kabotyn” w artykule regionalnej gazety wychodzącej w nakładzie 1500 egzemplarzy zatrzęsło fundamentami sanacyjnego, mocarstwowego państwa! Jakże zmurszałe i przegniłe musiały być te fundamenty… Politycy sanacyjni dzielnie sekundowali prorządowej prasie, wręcz prześcigając się i rywalizując między sobą, kto pierwszy i kto najgłośniej będzie wychwalał czyny i myśli Piłsudskiego oraz kto najostrzej potępi „wileńskich zbrodniarzy”.

Oczywiście prasa opozycyjna próbowała bronić pobitych i potępić sprawców przestępstwa, ale kończyło się tylko na próbach ze względu na ostre ingerencje cenzury. W tych ciężkich dla redaktorów „Dziennika Wileńskiego” dniach, właściwie tylko studenci Uniwersytetu Wileńskiego mieli odwagę wystąpić zdecydowanie w ich obronie. Liczne demonstracje uliczne i wiece poparcia dla Cywińskiego i Zwierzyńskiego, na których młodzież skandowała „Precz z bandytami w mundurach oficerskich!”, były brutalnie pacyfikowane przez oddziały policji (władze wzmocniły siły policyjne kierując do Wilna kompanię kandydatów do Policji Państwowej). Organizatorzy demonstracji zostali zesłani na miesiąc do obozu w Berezie Kartuskiej. Taki los spotkał: Piotra Kownackiego (aplikanta adwokackiego), Witolda Świerzawskiego (studenta prawa, prezesa Bratniej Pomocy Uniwersytetu Stefana Batorego) oraz Stefana Łochtina (studenta prawa). Wszyscy trzej należeli do Stronnictwa Narodowego. Tymczasem władze, głuche na protesty żaków, szykowały przeciwko Cywińskiemu i Zwierzyńskiemu proces.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here