W niedzielę 2 listopada,

pomimo nieobecności kandydującego do Sejmu byłego posła Antoniego Lewandowskiego (został aresztowany przez policję), na wiecu Stronnictwa Narodowego w Trzemesznie pojawiło się prawie 2 tysiące osób. Na kilka dni przed tym wydarzeniem niejaki Szałek, jeden z filarów miejscowego Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, kategorycznie oświadczył na zebraniu Związku Strzeleckiego, że wiec „tych przeklętych zdrajców endeków” musi zostać rozbity.

Wobec tego do Trzemeszna na niedzielę ściągnięto posiłki – strzelców z Poznania, Mogilna, Inowrocławia i Gniezna. Zaraz po rozpoczęciu wiecu strzelcy zaczęli miotać przekleństwa, buczeć, wrzeszczeć, gwizdać, strzelać z rewolwerów, łamać krzesła oraz ciąć nożami płaszcze uczestnikom zebrania, w taki oto właśnie sposób wyrażając swoje uwielbienie dla sanacji. Na dany znak strzelecka dzicz rzuciła się na ludzi, dotkliwie ich bijąc.

Policja stojąca tuż obok w tzw. pełnym pogotowiu (tzn. z bagnetami na karabinach) nie interweniowała. No, prawie nie interweniowała, ponieważ jakiś gorliwy i pewnie nieuświadomiony politycznie młody funkcjonariusz zatrzymał komendanta trzemeszeńskiego Związku Strzeleckiego, nauczyciela gimnazjalnego Czerwińskiego, nie odbierając mu zresztą broni. Po minucie wyjaśniono pomyłkę, „pana komendanta” przeproszono i zwolniono, a gorliwy funkcjonariusz został obsztorcowany przez przełożonego.

Uczestnicy rozbitego wiecu przeszli pod plebanię, gdzie wznosili okrzyki na cześć generała Józefa Hallera i Romana Dmowskiego. Odśpiewawszy „Boże coś Polskę”, uformowano pochód, który ruszył pod dom Czerwińskiego. Strzelcy ponownie zaatakowali „endecką swołocz”, m.in. strzelec Lukstadt (swego czasu odbywał karę więzienia za kradzież) rzucił się z bagnetem na działacza Obozu Wielkiej Polski, Rosińskiego, raniąc go w głowę.

Również w niedzielę 2 listopada uaktywnił się w stolicy „sanacyjny element ideowy”. Najpierw „ideowcy” zdemolowali barierki używane do odgrodzenia miejsc, w których naprawiano nawierzchnię jezdni i chodników. Zaopatrzywszy się tym sposobem w solidne drągi, bojówkarze wybili szyby w redakcji „Gazety Warszawskiej”, a potem rozpoczęli polowanie na studentów należących do narodowych korporacji akademickich.

Spośród pobitych przez nich czterech studentów (wszyscy otrzymali rany tłuczone głowy), dwóch skatowano na oczach licznych świadków na przystanku tramwajowym na rogu Nowego Światu i Chmielnej. Choć obaj padli zemdleni, zalewając się krwią, ludzie bojąc się, że tak samo zostaną potraktowani przez bandytów, rozpierzchli się na wszystkie strony i w związku z tym nie było komu przyjść poszkodowanym z pomocą.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here