3 listopada wieczorem

warszawscy wielbiciele sanacji znowu dali znać o sobie. Kiedy jeden z pracowników drukarni Wyszyńskiego przy ulicy Wareckiej 15 załadował na wózek 25 tysięcy ulotek Stronnictwa Narodowego i zamierzał je zawieźć do siedziby ugrupowania, napadło nań dwunastu drabów uzbrojonych w rewolwery, którzy pod groźbą zastrzelenia pracownika odebrali mu ulotki i załadowali na swoją ciężarówkę.

Następnie bandyci dobijali się do zamkniętych drzwi, a gdy nikt im nie otworzył, wyłamali je i wtargnęli do drukarni. Tutaj przeprowadzili „rewizję” druków i rękopisów. Zrabowane ulotki (170 tysięcy ulotek Stronnictwa Narodowego) i rękopisy znalazły się na ciężarówce. Nagle przed drukarnią pojawił się magazynier (zaniepokojony hałasem) i próbował im przeszkodzić w kradzieży. „Ideowcy” grzecznie wytłumaczyli magazynierowi, że jeśli nie będzie milczał, to „dostanie w czapę”, po czym banda odjechała w siną dal.

4 listopada we wtorek

miał się odbyć wielki wiec Stronnictwa Narodowego w Resursie Obywatelskiej przy ulicy Krakowskie Przedmieście 64. Sanacja postanowiła temu przeciwdziałać. Najpierw bojówkarze, aby wzmóc swoją ideowość, raczyli się wódką w knajpach położonych w pobliżu Resursy.

Potem zgromadzili się wszyscy w jednej z kamienic na Nowym Świecie, w pobliżu ulicy Chmielnej, gdzie naczalstwo całej akcji wydało im odpowiednie instrukcje. Grupkami, po cztery-pięć osób, udali się pod Resursę. Spodziewając się najazdu nieproszonych gości, Marian Borzęcki, prezes Zarządu Stronnictwa Narodowego na miasto stołeczne Warszawę, poprosił p.Czyniowskiego, warszawskiego komendanta Policji Państwowej, o ochronę zebrania.

Na salę Resursy wpuszczano jedynie osoby zaopatrzone w karty wstępu. Przed rozpoczęciem wiecu, między godz. 19 a 20 sanacyjni pałkarze próbowali sforsować frontowe drzwi wejściowe, wybijając w nich przy okazji wszystkie szyby. Tuż po rozpoczęciu obrad (o godz. 20) w kierunku okien Resursy posypały się kamienie, padły liczne strzały rewolwerowe.

Jedna z grup napastników wtargnęła do bramy i wyrąbawszy siekierami drzwi wiodące do pomieszczeń na parterze, wrzuciła do środka bomby gazowe. Hałas był tak duży – brzęk tłuczonych szyb i strzały – że prowadzący obrady poprosił obecnego na zgromadzeniu przedstawiciela Komisariatu Rządu na miasto stołeczne Warszawę o wydanie odpowiednich zarządzeń w celu ochrony zebrania w myśl ustawy z dnia 5 sierpnia 1922 roku o „wolności zgromadzeń przedwyborczych”.

Na to przedstawiciel Komisariatu flegmatycznie odparł, iż „został delegowany jedynie do pilnowania spokoju na sali, a na zewnątrz gmachu jest policja”! Owszem, policja stała na zewnątrz i… biernie przypatrywała się jawnemu bezprawiu.

Przewodniczący zgromadzenia, adwokat Leon Nowodworski, rozwiązał je po godz. 21. Publiczność opuszczająca gmach Resursy zobaczyła u wyjścia szpaler policjantów, którzy grzecznie wydając polecenia: „proszę na prawo, proszę na lewo”, kierowali bezbronnych ludzi… pod pałki, noże, kastety i rewolwery „elementu ideowego”! Katując ofiary, bandyci wrzeszczeli: „Oduczymy was, bydlaki, urządzać sobie wiece!”.

Kilkadziesiąt osób zostało poturbowanych, a pięć odniosło poważne obrażenia, w tym student Kartasiński i 35-letni robotnik Władysław Baran, postrzelony w głowę. Część bojówkarzy wpadła do sali, w której odbywało się zebranie, po to by potłuc wielkie zwierciadła. Świadek tego incydentu, komisarz policji, w ogóle nie zareagował.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here