Po zamachu majowym sanacja postanowiła zdobyć pełnię władzy ustawodawczej – po to, by uchwalić nową konstytucję i pozbyć się opozycji z ław poselskich. Należało zatem wygrać wybory – per fas et nefas; czas pokazał, że w poczynaniach sanatorów więcej było tego nefas niż fas.

Piłsudski powierzył zadanie wygrania wyborów pułkownikowi Waleremu Sławkowi, Stanisławowi Carowi oraz majorowi Kazimierzowi Świtalskiemu, który od czerwca 1926 roku pełnił funkcję zastępcy Kancelarii Cywilnej prezydenta Ignacego Mościckiego (wspólnie z Carem sprawował na rozkaz Piłsudskiego nadzór polityczny nad prezydentem). W tym celu panowie oficerowie utworzyli sanacyjne ugrupowanie polityczne – Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem. Następnie mianowano Świtalskiego dyrektorem Departamentu Politycznego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Dzięki tej funkcji mógł on wywierać odpowiednie naciski na aparat państwowy, który miał zaangażować się w akcję wyborczą na rzecz sanacji.

Oto co pod datą 16 grudnia 1927 roku zanotował Świtalski w swoim diariuszu, po odbytej konferencji ze starostami w Lublinie:

„Rozpocząłem swoje przemówienie od zaznaczenia, że rząd ma prawo (…) wpływać na przebieg wyborów, o ile ten wpływ ogranicza się do nacisku moralnego na wyborców, i na wpływanie na ludzi mających jakiekolwiek znaczenie na tym terenie. Starostowie będą mieli za zadanie patronować i kontrolować akcję społeczną idącą na korzyść listy rządowej. Starostowie (…) chcieliby mieć możność operowania koncesjami jako pewną bronią agitacyjną. Zapytywali mnie, czy można użyć władz samorządowych jako sposobu nacisku moralnego”. Na czym polegał ów „nacisk moralny” drogą „operowania koncesjami”, to chyba Czytelnicy się domyślają – a jeśli nie, to zacytujmy jeszcze jeden fragment z diariusza Świtalskiego (z 28 listopada 1928 r.): „Wojewoda Morawski [Aleksander Morawski, wojewoda stanisławowski – S.S] zawiadomił mnie, że na swoim terenie idzie taktyką odbierania kredytów instytucjom endeckim”. Poza tym szantażowano przedsiębiorców, przemysłowców, że jak będą grzeczni i przestaną finansować kampanię wyborczą endecji, a pieniążki na wybory przekażą w ręce BBWR, to i jakieś zamówienie rządowe się znajdzie i koncesję się przedłuży bez problemu, a jeśli przedsiębiorcy nie będą zbyt domyślni, no to sami sobie zaszkodzą. Co prawda za głównego swojego przeciwnika sanacja uznała endecję, ale nie zapominała o niebezpieczeństwie na lewicy – w notatce z konferencji działaczy sanacyjnych (24 listopada 1927 r.) Świtalski stwierdził, że: „w kwestii dalszej dzierżawy drukarni państwowej przez »Robotnika« [główny organ prasowy Polskiej Partii Socjalistycznej – S.S] należy stać na stanowisku, że jeśli PPS samo pójdzie do wyborów, będzie mógł »Robotnik« dalej drukarnię dzierżawić; jeśli pójdzie z Polskim Stronnictwem Ludowym »Wyzwolenie«, kontrakt »Robotnika« zostanie wypowiedziany”. Naczelnicy wydziałów, dyrektorzy brutalnie naciskali na podwładnych sobie urzędników: wy i wasze rodziny macie głosować na listę nr 1 (BBWR), bo jak nie, wywalimy z pracy na zbity pysk albo przeniesiemy służbowo tam, gdzie diabeł mówi dobranoc!

CZYTAJ DALEJ

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here