Z moich poprzednich tekstów zamieszczanych w „NCz!” jasno wynika, jakie były skutki gospodarcze rozprzestrzeniającego się w II RP etatyzmu, i nie ma sensu dokonywać rekapitulacji – uwłaczałoby to wręcz inteligencji Czytelników. Uczynimy tylko wyjątek dla niezwykle celnej opinii historyka i ekonomisty, profesora Mariana Drozdowskiego.

Według tego uczonego, pod względem tempa rozwoju gospodarczego prześcignęły Polskę w okresie po Wielkim Kryzysie lat trzydziestych XX wieku: Estonia, Finlandia, Łotwa, Rumunia, Węgry. Dystans dzielący Polskę od krajów Europy Zachodniej nie malał, lecz powiększał się, a poza tym państwa o podobnej strukturze gospodarczo-społecznej wyprzedzały Polskę w tempie rozwoju ekonomicznego. Drozdowski zwrócił także uwagę na zależność zachodzącą na linii „przemiany gospodarcze – przemiany ustrojowe”: „Z punktu widzenia przemian ustrojowych polityka gospodarcza rządu stwarzała nowe możliwości dla rozwoju tendencji prototalistycznych. Rozwój etatyzmu w latach 1936-1939 występował w warunkach zlikwidowania już szeregu instytucji demokratycznych. W takiej sytuacji politycznej etatyzm dawał reżimowi nowe instrumenty ograniczenia swobód demokratycznych. Antydemokratyczne państwo stawało się bowiem siłą ekonomiczną rozwijającą się poza wszelką kontrolą społeczną”.

Dyktatura nomenklatury

Z pewnością zwrócili Państwo uwagę na fakt, że jednym z ważnych przejawów, ale i skutków etatyzmu była dominacja zasady nomenklatury przy obsadzaniu różnych stanowisk. Tak oto charakteryzował ów mechanizm w swoich wspomnieniach przedwojenny oficer, Józef Kuropieska: „Nie dość było że z naszego pułku [36. Pułku Piechoty Legii Akademickiej – S.S.] pochodził minister i wiceminister w resorcie komunikacji [Juliusz Ulrych i Julian Piasecki – S.S.], to jeszcze mój sąsiad, dowódca kompanii, T. Hamuliński, został komisarycznym prezesem Związku Zawodowego Kolejarzy. Oczywiście, jako legionista, stanowisko to w głównej mierze zawdzięczał pewnie Beckowi, z którym chodził do jednej klasy w Gimnazjum Św. Anny w Krakowie. Pułk nasz nie tylko obsadził Ministerstwo Komunikacji, ale mocno uchwycił Główną Komendę Policji Państwowej, z chwilą gdy komendantem policji mianowany został generał Kordian Zamorski, przyjaciel i kolega szkolny Śmigłego.

Nowy komendant policji powołał na szefa personalnego swego kolegę z Brzeżan, majora Danielkiewicza, pełniącego do tej pory funkcję obwodowego komendanta Przysposobienia Wojskowego w pułku. Danielkiewicz z kolei zabrał ze sobą kapitana Kasprzyckiego, dobrze również urządził kapitana Waltera i porucznika Kwaśnicę. W tym i następnym roku [1933 i 1934 – S.S.] paru kolegów z pułku zostało szefami personalnymi w kilku dyrekcjach Poczt i Telegrafów (np. kapitan Boryczko czy porucznik Bardzicki). Porucznik Comte bodaj że był już dyrektorem (albo zastępcą) programowym Polskiego Radia, kapitan Neugebauer i kapitan Modliński zostali starostami. Byli to wszystko ludzie nie mający poważniejszych szans w dalszej służbie wojskowej, posiadający natomiast zaufanie ówczesnych czynników politycznych”.

Do uwag Kuropieski dorzućmy jeszcze garść przemyśleń Michała Pawlikowskiego, zawartych w jego autobiograficznej powieści „Wojna i sezon”: „Im bardziej starzał się Piłsudski, tym gęściej otaczał się »pretorianami« i tym bardziej ci pretorianie się rozzuchwalali. Wpełzanie piłsudczyków na posady i posadki, z początku nieliczne i ostrożne, stało się później powszechne. Powoli i sami piłsudczycy, i duża część społeczeństwa uznała to pchanie się na posady za coś zupełnie naturalnego. Istnieje anegdota o pewnej emigrantce rosyjskiej, która mówiła, że z chwilą »gdy tych podłych bolszewików wykończą, mąż jej zostanie gubernatorem«. – Dlaczego? – spytał rozmówca. – Jak to dlaczego?! – oburzyła się emigrantka. – Dlatego, że tak bardzo cierpiał! – Pani droga – powiedział rozmówca – za cierpienia zostaje się świętym, a nie gubernatorem!… Otóż w Polsce legioniści kierowali się logiką tej białej emigrantki rosyjskiej: za swe »cierpienia« – prawdziwe czy urojone – dostawali stosownie do rangi wojskowej stanowiska wójtów, burmistrzów, starostów, wojewodów, ministrów, ambasadorów, dyrektorów banków państwowych”.

CZYTAJ DALEJ

2 KOMENTARZE

  1. Dokładnie jak obecnie. Tylko że oni w 11 lat podnieśli ilość urzędników o 35 % a obecnie chyba o 300 %. Obecni socjaliści są po prostu „lepsi”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here