Na początku roku 1930, kiedy już nie można było mieć żadnych wątpliwości, że wielki kryzys gospodarczy zawitał do Polski, minister skarbu, pułkownik Ignacy Matuszewski, wraz z wiceministrami resortu – pułkownikiem Adamem Kocem i podpułkownikiem Tadeuszem Lechnickim – opracowali program antykryzysowy.

Zdecydowano się na politykę deflacyjną (deflacja oznacza spadek przeciętnego poziomu cen w gospodarce, przekładający się na wzrost siły nabywczej pieniądza; w warunkach deflacji za tę samą ilość pieniędzy po pewnym czasie można kupić więcej towarów i usług), choć lepsza dla kraju byłaby polityka dewaluacji, ale ta druga ze względu na dogmatyczną postawę marszałka Piłsudskiego nie miała szans na realizację. Stanowisko marszałka było jasne jak słońce: żadnej dewaluacji złotówki, żadnego podważania stałości i pewności polskiej waluty – ze względów prestiżowych i politycznych. Skoro tak, postanowiono wdrożyć wytyczne programu deflacyjnego, co jeszcze wcale nie musiałoby zakończyć się katastrofą, jednak sęk w tym, że wybrano najgorszy z możliwych wariantów deflacji. Owszem, deflacja może przynieść równowagę gospodarczą, ale aby to nastąpiło, musi zostać przeprowadzona szybko, radykalnie i bezwzględnie.

Niestety, deflacja polska nie spełniła żadnego z tych warunków – była chroniczna, połowiczna i niekonsekwentna, np. nie została przeprowadzona w najsztywniejszych elementach składowych kosztów (chodzi tu o ciężary publiczne i świadczenia socjalne). Z uporem maniaka stosowano dumping, aczkolwiek był on przecież zaprzeczeniem zasad obranej polityki deflacyjnej. Wszak jednym z celów deflacji jest stworzenie podstaw ożywienia gospodarczego poprzez obniżkę cen, a z kolei celem dumpingu było przerzucenie strat z eksportu na konsumenta krajowego, czyli po prostu… wyższe ceny! To dlatego przemysł metalowo-przetwórczy nabył w 1933 roku zaledwie 50 tys. ton żelaza walcowanego (w 1928 r. – 282 tys. ton), a sprzedaż węgla dla przemysłu zmniejszyła się z 14,5 mln ton do 9,3 mln ton w latach 1928-1933. „Polska, dysponując podstawowymi surowcami” – zauważył emigracyjny ekonomista Wojciech Zaleski – „powinna była szukać rozwiązania swych trudności w rozwoju przemysłu przetwórczego. Jakże jednak miał on rozwijać się w konkurencji z przetwórcą zagranicznym, który nabywał nasz węgiel i nasze żelazo za cenę kilkakrotnie niższą?”.

Słowem: w polskiej gospodarce zapanował obłęd w najczystszej postaci! Zmieniały się rządy, zmieniali się ministrowie skarbu, ale nie zmieniała się polityka deflacyjna. Spośród państw borykających się z kryzysem Polska najdłużej wytrwała przy deflacji, lecz akurat w tym wypadku nie było to tytułem do chwały. W 1936 roku w Europie pozostało przy niezdewaluowanej walucie tylko pięć państw: Niemcy, Bułgaria, Węgry, Litwa i Polska. Uparte trzymanie się przez Polskę parytetu złota doprowadziło do faktycznego podniesienia wartości naszej waluty o 70% w stosunku do dolara, co było zabójcze i dla polskiego przemysłu, i dla polskiego eksportu.

Opłakane skutki

Skutki polityki deflacyjnej były opłakane. Nie zdołano – jak zapowiadała sanacja – zrównoważyć budżetu. Deficyt budżetowy w latach 1930-1936 wzrósł do 1312 mln zł, rzeczywisty zaś prawdopodobnie do ok. 2 mld zł, natomiast łączny niedobór budżetu państwa i instytucji publicznych sięgnął niemal 2,5 mld zł. Drastycznie spadł dochód społeczny netto – z 18,7 mld zł w 1929 do 8,4 mld zł w 1935 roku. Wskaźnik produkcji przemysłowej, wynoszący w 1929 roku 101 (1928 = 100), spadł w 1931 roku do 59, a w roku 1935 osiągnął zaledwie 76. Wyraźnie zmniejszyły się kapitały własne w spółkach akcyjnych – od 1929 do 1933 roku aż o 53%. Pauperyzacja społeczeństwa, obciążenia podatkowe i socjalne oraz wysyłanie przez władze sygnałów, że dana obniżka cen surowców czy produktów przemysłowych nie jest ostatnią, potęgowały tylko proces kurczenia się inwestycji. Odnotowano również spadek wskaźnika kursu akcji na giełdzie warszawskiej – w 1932 roku – 20 (1928 = 100), w 1935 – 24. Zmniejszyły się zapasy złota monetarnego w Banku Polskim (ze 701 mln zł w roku 1929 do 393 mln zł w 1936). Tak przedstawiał się krajobraz po bitwie – bitwie w istocie wydanej polskiemu społeczeństwu i polskiej gospodarce przez sanacyjną soldateskę o socjalistycznej proweniencji.

CZYTAJ DALEJ

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here