Na początek kieruję do Szanownych Czytelników apel: proszę, nie wierzcie w różne brednie wygłaszane przez piewców II RP, jak to pomimo trudności całkiem nieźle rozwijała się u nas motoryzacja (dzięki przemyślanej polityce państwa oczywiście), jakie to mieliśmy świetne samochody i motocykle itd., itp.

Głoszenie takich opinii, w świetle danych zawartych w dwóch tabelach (a dane pochodzą z „Małego rocznika statystycznego” z roku 1939, wydanego przez Główny Urząd Statystyczny, czyli instytucję państwową), urąga inteligencji Czytelników. Właściwie od początku II RP władzom przyświecała myśl podporządkowania motoryzacji w Polsce celom militarnym, produkowania aut tylko w kraju (najlepiej jednej marki) i wykoszenia konkurencji zagranicznej. W tym celu utworzono w 1918 roku państwowe zakłady pod nazwą Centralne Warsztaty Samochodowe (od 1928 r. pod nazwą Państwowa Wytwórnia Samochodów włączona w skład koncernu Państwowe Zakłady Inżynierii), na czele których stał płk inż. Kazimierz Meyer, fanatyk upaństwowienia motoryzacji.

Zwiedzając w roku 1929 Powszechną Wystawę Krajową w Poznaniu, profesor Adam Heydel odniósł wrażenie, że „mamy wiele bogactw i produkujemy od buraka do samochodu. Tylko że nas najczęściej na samochód… nie stać”. Zagadnięty przez Heydla pracownik stoiska motoryzacyjnego zaklinał się na wszystkie świętości i udowadniał, iż samochód wyprodukowany w Polsce nie ustępuje technicznie samochodom zagranicznym. – Skoro produkujemy takie cudeńka techniki, to dlaczego auta importowane są obłożone tak wysoką stawką celną? – zadał sobie pytanie profesor i próbując na nie odpowiedzieć, doszedł do następujących wniosków: „Jeżeli dowodzicie, że potraficie z zagranicą konkurować” – zwracał się z apelem do władz – „to skasujcie cła na samochody! Dopóki te cła obciążają samochód zagraniczny do 1/3 lub 1/2 wartości, dopóty żaden ekonomista nie uwierzy w to, by krajowa produkcja automobili miała zdrowe podstawy”.

I na dowód swoich racji podawał wymowny przykład: jeśli polski wóz kosztuje, powiedzmy, 30 tysięcy złotych, a z zagranicy moglibyśmy sprowadzić auto nie obłożone cłem za 20 tysięcy, no to należy importować, ponieważ zamiast dwóch samochodów będziemy mieć trzy wozy amerykańskie, francuskie czy austriackie. A poza tym, skoro sprowadzimy pojazd za 20 tysięcy, pozostanie nam w kieszeni 10 tysięcy, „taka a taka ilość godzin pracy, taka a taka ilość narzędzi, które możemy wykorzystać wydajniej i praktyczniej” w naszej ubogiej i rozwijającej się gospodarce.

Po przejęciu władzy

przez sanację zapadła decyzja o utworzeniu wielkiego koncernu motoryzacyjnego. Państwowe Zakłady Inżynierii, powstałe w 1928 roku, w 1939 roku składały się z pięciu wytwórni: Zakładów Mechanicznych „Ursus” (w 1930 roku państwo przejęło od swojego największego banku – Banku Gospodarstwa Krajowego – gestyjny pakiet akcji obejmujący 90% kapitału przedsiębiorstwa), Fabryki Silników i Armatur, Fabryki Samochodów Osobowych i Półciężarowych, Stacji Obsługi Samochodów i Stoczni w Modlinie. W 1939 roku PZInż zatrudniały 8,5 tys. osób i w 80% pracowały na zamówienia państwa. Zakłady w roku 1930 podpisały umowę licencyjną ze szwajcarską firmą Adolf Sauer, a w 1931 ze Spółką Akcyjną Fiat z siedzibą w Turynie.

I właśnie w roku 1931 oraz w latach następnych podjęto decyzje przyczyniające się do krachu motoryzacji w Polsce (zauważmy, że w latach 1929-1931, a więc w początkowym okresie wielkiego kryzysu gospodarczego, przy dość ograniczonej ingerencji państwa, liczba zarejestrowanych aut powiększała się dość szybko). Czytelnicy pozwolą, że zanim odpowiem na pytanie, dlaczego tak się stało, wpierw zaprezentuję wykaz obłędnych poczynań władz.

Umowa z Fiatem

Zaraz po podpisaniu umowy licencyjnej z włoskim Fiatem władze przyznały PZInż prawo do bezcłowego importu z Włoch samochodów oraz części do nich, aż do momentu uruchomienia produkcji aut w kraju. Tego samego roku władze utworzyły największą zmorę zmotoryzowanych – Państwowy Fundusz Drogowy. Zarząd nad nim sprawował generał dywizji Mieczysław Norwid-Neugebauer, szef Ministerstwa Robót Publicznych, który zadecydował o wprowadzeniu horrendalnie wysokich stawek płaconych przez właścicieli pojazdów mechanicznych. Przeciętne opodatkowanie samochodu osobowego lub autobusu na rzecz Państwowego Funduszu Drogowego wynosiło od 1931 roku 675 zł, samochodu ciężarowego – 600 zł, motocykla – 50 zł.

CZYTAJ DALEJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here