Członkowie Stonictwa Narodowego fot. domena publiczna

Niespełna pięcioletnie rządy starosty Muchniewskiego w powiecie tczewskim to pasmo niegospodarności i działań skierowanych z jednej strony na rozbudowę wpływów obozu rządzącego, a z drugiej na bezlitosną walkę z opozycją antysanacyjną, szczególnie endecją.

Przedstawiciele tej ostatniej byli przez pana starostę traktowani wręcz jak hostis humani generis. Choleryczny temperament, autorytaryzm, impulsywność, traktowanie ludzi „z góry”, drażliwość – to wszystko zrażało do niego nie tylko chadeków i endeków, lecz nawet zwolenników piłsudczyzny oraz podwładnych.

Jeden z ziemian powiedział wojewodzie Władysławowi Raczkiewiczowi w 1937 roku, iż „jeżeli p.Muchniewski zostanie w powiecie tczewskim, to niedługo nie będzie w nim nieendeków”, co niejako współgrało z tonem wypowiedzi „Pielgrzyma” i „Słowa Pomorskiego”.

Pora przedstawić konkretne zarzuty przeciwko Muchniewskiemu.

Zarzut nr 1: „Przede wszystkim p.Muchniewski” – jak pisali publicyści opozycyjnych czasopism – „dobrał się do urzędników starostwa, usuwając na emeryturę pp. Leonarda Skockiego, Józefa Bielińskiego, Alojzego Fabiana i innych. Zwolnieni wytoczyli procesy i okazało się, że postępowanie starosty było bezprawne, a powiat płacił i płacić będzie za to grube sumy. (…) Słowem – powstało dużo rozgoryczenia i kosztów, ale wszechwładny starosta swój cel osiągnął, przyjmując do służby w miejsce zwolnionych ludzi »swoich«”.

Tylko że – co może być dla nas sporym zaskoczeniem – ci „swoi ludzie” wcale nie byli wobec Muchniewskiego tacy stuprocentowo lojalni i dyspozycyjni, ponieważ jak konstatował naczelnik wydziału społeczno-politycznego Urzędu Wojewódzkiego Pomorskiego, Seweryn Cichalewski, w opinii dla Biura Personalnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z 8 lutego 1938 roku: „Do niepopularności p.Muchniewskiego przyczyniała się też okoliczność, że otaczał się ludźmi niezbyt pewnymi, którzy z uwagi na jego despotyzm, wobec niego samego deklarowali pełną lojalność, a za jego plecami dostarczali przeciwnikom materiału dyskredytującego go”.

Zarzut nr 2 – jakżeż banalny wśród sanacyjnych starostów – chęć posiadania auta służbowego odpowiedniej klasy, co miało podbudować, wzmocnić urzędnicze ego Muchniewskiego. „P. starosta na gwałt chciał mieć nowy samochód” – czytamy w „Słowie Pomorskim” z 11 czerwca 1937 roku – „jednakowoż sejmik powiatowy wydatku tego nie uchwalił.

Wedle prawa nie wolno robić wydatków bez odnośnej uchwały, ale i na to p.Muchniewski znalazł radę. Po prostu kupił ładne auto za pieniądze powiatu wbrew uchwale sejmiku, oświadczając krótko na posiedzeniu: »samochód mam i nim jeździć będę«. I jeździł. Później sanacyjna rada powiatowa wydatek na auto zatwierdziła”. A to, że używał służbowych samochodów do swoich własnych, prywatnych celów? Po prostu władze potraktowały to jako niewinną, nieszkodliwą starościńską fanaberię.

Zarzut nr 3: „Za gospodarki p.starosty Muchniewskiego zadłużenie powiatu poważnie wzrosło, dowodem czego są uchwalone budżety”. Ba! – pewnie że zadłużenie wzrosło, skoro starosta Muchniewski miał dość specyficzny stosunek do pieniędzy publicznych. Lubił luksus, wygodę i żył jak panisko – pełną gębą.

1 KOMENTARZ

  1. Szkoda ze endecy (szczegolnie ich liberalne skrzydlo) nie wygrali batalii o Polske. Moze nasi przodkowie unikneliby wtedy bidy socjalimu i okupacji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here