Zamach majowy fot. domena publiczna

W lipcu 1923 roku Józef Piłsudski przestał pełnić funkcję przewodniczącego Ścisłej Rady Wojennej (dwa miesiące wcześniej zrezygnował z kierowania Sztabem Generalnym) i wycofał się z działalności wojskowej i politycznej. Jak sam mówił, „udał się na emigrację wewnętrzną w Sulejówku”.

Nie był do końca szczery, ponieważ zamierzał wrócić do władzy, tym razem jako dyktator. Prasa piłsudczykowska podsycała nastroje niechęci do ówczesnych władz, jednocześnie kreując marszałka Piłsudskiego na męża opatrznościowego. W wojsku jego zwolennicy zyskiwali coraz większe wpływy. Piłsudski zdołał umieścić w strukturach władzy swojego konia trojańskiego – generała Lucjana Żeligowskiego, jako ministra spraw wojskowych, który prowadził konsekwentną politykę personalną polegającą na obsadzaniu kluczowych stanowisk w wojsku zwolennikami marszałka.

Zniesmaczony postępowaniem ministra generał Tadeusz Jordan Rozwadowski w liście z 21 kwietnia 1926 roku do gen. Żeligowskiego poddał miażdżącej krytyce jego działalność, faworyzującą legionistów i piłsudczyków: „My wszyscy, sympatycy pana generała zawiedliśmy się jednak, niestety zupełnie, gdy ów wpływ destrukcyjny małej koterii politycznej okazał się silniejszym, a rezultaty owej destrukcyjnej roboty dają się wyczuwać już bardzo dotkliwie. Wszędzie rządzi w wojsku terror tej kliki, na wszystkie ważniejsze stanowiska wysuwani są przeważnie oficerowie zabarwienia politycznego, wnoszący rozdźwięk i rozpolitykowanie w szeregi armii narodowej, a wyniszczenie jej organizacji i podkopywanie autorytetu przełożonych uniemożliwiać już zaczyna wszelką owocną pracę. Notoryczne zaś wystąpienia czynnych wojskowych, dążących do wywołania zamętu, a nawet wypowiedzenia posłuszeństwa, nie zostały dotychczas należycie ukarane”.

W odpowiedzi na ten list Żeligowski zawiesił 4 maja 1926 roku Rozwadowskiego w pełnieniu czynności służbowych i nakazał wszczęcie przeciw niemu postępowania dyscyplinarnego „za ujawnienie stanu stosunków w wojsku i podrywanie autorytetu ministra”. Rację w tym sporze miał Rozwadowski, albowiem minister Żeligowski wbrew obowiązującym przepisom wyznaczył właśnie w tych dniach marszałka Piłsudskiego – będącego poza służbą czynną! – na dowódcę wojsk skoncentrowanych na poligonie rembertowskim, gdzie jakoby miały odbyć się ćwiczenia, a w rzeczywistości wojska te posłużyły do majowej rebelii. A więc można śmiało powiedzieć, że Żeligowski znacząco ułatwił swojemu idolowi drogę do dyktatury.

Rebelia

12 maja 1926 roku Piłsudski na czele zbuntowanych oddziałów wkroczył z Rembertowa do stolicy, inicjując tym samym bezprawną zbrojną rebelię przeciwko legalnym władzom Rzeczypospolitej Polskiej. Musiał oczywiście liczyć się z tym, że jego działania spotkają się ze zdecydowanym odporem strony rządowej, a rozlana krew obciąży jego sumienie. I tak faktycznie się stało: nowy minister spraw wojskowych, generał Juliusz Malczewski, w godzinach przedpołudniowych 12 maja 1926 roku mianował generała Tadeusza Rozwadowskiego dowódcą obrony Warszawy.

W stolicy rozgorzały zacięte walki. Sądzę, że w tym miejscu warto przytoczyć ciekawą opinię biografa gen. Rozwadowskiego, doktora Mariusza Patelskiego, na temat charakteru ówczesnych wydarzeń. Według uczonego, nie powinniśmy mówić o „zamachu” czy o „przewrocie majowym”, lecz o „wojnie domowej”. „Gwałtowność toczonych walk, determinacja obu stron i przekonanie o słuszności głoszonych idei potwierdzają tezę, iż w Warszawie w tych dniach miała miejsce regularna wojna domowa. Kolejnym dowodem na to jest udział w tym konflikcie ludności cywilnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here