Sanacja bardzo często mówiła o sobie, jako o strażniku polskiego honoru. Oczywiście tym głównym strażnikiem, depozytariuszem honoru był w mniemaniu sanatorów „Jedyny Wskrzesiciel Rzeczypospolitej i Siewca Niepodległości”, Józef Piłsudski, toteż wszelką krytykę „Wodza” traktowano jako szkalowanie Polski i zamach na jej honor i godność. Jako że Piłsudski był najwybitniejszym Polakiem – bez niego naród polski nie mógłby istnieć – krytykę marszałka uznawano za krytykę narodu polskiego.

 

Ten tok rozumowania miał niewiele wspólnego z logiką, no ale kto powiedział, że wszystko w sanacyjnej II RP miało być logiczne. Sanacja śmiertelnie poważnie wykonywała obowiązki wynikające z misji obrony honoru. I nieważne, że najczęściej krytyka była jak najbardziej słuszna – no cóż, wtenczas, tak jak rozkapryszone dziecko lub megaloman, sanacja obrażała się na prawdę i tym gorzej dla krytykującego. Z procesów o obrazę Piłsudskiego (również innych sanatorów) wybrałem te, które uznałem za interesujące. Czytając kolejne przykłady, bardzo proszę o zwrócenie uwagi na kondycję polskiego sądownictwa: czy sędziowie byli jeszcze niezależni, czy też już uwieszeni u sanacyjnej klamki.

 

Zamknąć pyskatą babę

14 września na wiecu Centrolewu w Lublinie Irena Kosmowska wygłosiła przemówieniem które doprowadziło sanatorów do białej gorączki. Ta wybitna działaczka niepodległościowa związana z ruchem ludowym, posłanka na Sejm Ustawodawczy oraz I i II kadencji w II RP, mówiła  o łamaniu prawa przez dyktaturę Józefa Piłsudskiego, m.in. o bezprawnym aresztowaniu w nocy z 9 na 10 września wielu znanych polityków opozycji antysanacyjnej i osadzeniu ich w kazamatach twierdzy brzeskiej. „Ktoś na górze”, zapewne sam Józef Piłsudski, wydał rozkaz aby pyskatą babę w try miga aresztować i skazać. Rozkaz został wykonany co do joty. Już 17 września, a więc po trzech dniach!, była posłanka siedziała na ławie oskarżonych w gmachu Sądu Okręgowego w Lublinie. Budynek otoczyły liczne oddziały policji w pełnym rynsztunku bojowym. Akt oskarżenia zarzucał Kosmowskiej, że na wiecu 14 września nazwała „Pana Marszałka Józefa Piłsudskiego obłąkanym i twierdziła, że Jego prawem jest tylko morderstwo, złodziejstwo i podpalanie, a rządy Jego są rządami obłąkańca”. Czyli krótko mówiąc, oskarżono ją o obrazę Józefa Piłsudskiego.

Oskarżono, dodajmy, z artykułu 154… rosyjskiego „Kodeksu Karnego” z 1903 roku (do 1932 roku, czyli do momentu wejścia w życie „Kodeksu Karnego” Makarewicza, na ziemiach polskich obowiązywały kodeksy karne państw zaborczych). Artykuł ów brzmiał następująco: „Jeżeli nieposzanowanie władzy okazano przez znieważenie instytucji rządowej lub społecznej (…) w wygłoszonych lub odczytanych publicznie mowie lub utworze, albo w druku, piśmie lub wizerunku, rozpowszechnionych lub publicznie wystawionych, winowajca będzie karany: zamknięciem w więzieniu”. Kosmowskiej ten rosyjski „Kodeks Karny” nie był obcy, ponieważ carskie władze na jego podstawie skazały i uwięziły ją w 1915 roku. Cóż za ironia losu! – być skazanym na mocy tego samego kodeksu, ale w dwóch państwach: carskiej, antypolskiej, zaborczej Rosji i w tej wyśnionej, wymarzonej i wywalczonej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

 

Prawniczy rekord świata

Na początku procesu obrona wniosła o umorzenie sprawy, gdyż w wyrażonej przez podsądną opinii na wiecu padło sformułowanie, iż „publiczne wystąpienia Piłsudskiego sprawiają wrażenia obłakańcze” (co zresztą było bliskie prawdy; wywiady, artykuły wystąpienia Piłsudskiego z tamtych lat były pełne złorzeczeń, gróźb, miotanych przekleństw, megalomanii do entej potęgi, a styl wypowiedzi – nierzadko niejasny i bełkotliwy), a przecież to nie to samo co zawierał akt oskarżenia. Ponadto była posłanka mówiła o Piłsudskim jako o zwykłym człowieku, a nie o premierze i w ogóle nie użyła słów o morderstwie, podpalaniu czy złodziejstwie. Oczywiście wniosek obrony odrzucono, tak samo jak i kolejny o uznanie aktu oskarżenia za nierzetelny, a znajdujących się w tym dokumencie zeznań świadków za niewiarygodne, no bo skoro domniemane przestępstwo miało miejsce 14 września, zaś akt oskarżenia nosił datę 15 września, a na zeznaniach świadków widnieje 16 września, to możemy na pewno mówić o swoistym prawniczym rekordzie świata, tylko co to ma wspólnego z rzetelnym, normalnym śledztwem! Sąd z oporami, niechętnie  zgodził się na przesłuchanie świadków obrony (sędzia przewodniczący przed podjęciem ostatecznej decyzji zarządził przerwę, w trakcie której być może skonsultował się z „górą”), byłych posłów obecnych na wiecu 14 września. Natomiast nie robiono żadnych problemów z przesłuchaniem świadków oskarżenia. Sęk w tym, że ani posterunkowi, ani pan nadkomisarz Sobociński, ani pan starosta Banaszkiewicz na wiecu nie byli obecni, za to na sali sądowej zarzekali się, iż „słyszeli, że oskarżona użyła słowa <<obłąkaniec>>”.

2 KOMENTARZE

  1. Brawo brawo, popisaliście się swoim brakiem rozumu ci lub ten który pisał ten artykuł. Każdy z was powinien Piłsudskiego w buty całować za to co zrobił za życia dla tego kraju! Każdy bez wyjątku, ale lepiej mówić że wysyłanie opozycji do więzienia było złe bo w końcu było, nie? Nie, nie było, tak się robi od zawsze i wszędzie. Po za tym dzisiaj za obrażanie głowy państwa też grozi kara więc co w tym dziwnego? Ludzie w tym kraju to idioci, jedynie ktoś tak wybitny, wspaniały i wielki, jak Piłsudski – Nasz odwieczny i największy bohater, potrafił zrobić coś z tej bandy pożytecznego, więc łaskawie proszę: zamknijcie się wy wszyscy z PSL z ONR i innych kretynizmów dopóki nie zrobicie tego samego co ten człowiek, bo nie godni jesteście wymawiać jego imienia a co dopiero obrażania go

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here