Jednym z celów powstańców było mordowanie Żydów – ta teza do dziś jest sztandarowym przykładem kłamstwa III RP o godzinie „W”. Kłamstwo wyszło spod pióra historyka „Gazety Wyborczej” Michała Cichego na pięćdziesiątą rocznicę niepodległościowego zrywu w stolicy. Zadaniem Cichego było „udowodnienie”, że żołnierze Armii Krajowej (czytaj: Polacy) byli antysemitami. Ta akcja robienia z nas narodu morderców trwa do dziś.

W artykule „Polacy – Żydzi: Czarne karty powstania” (29-30 stycznia 1994), świeżo upieczony historyk Cichy, zgodnie z zapowiedzią swojego protektora Adama Michnika, ujawniał „pełną prawdę” o Powstaniu Warszawskim. Tekst był kontynuacją przemyśleń Cichego zawartych w recenzji wspomnień Calela Perechodnika (15 grudnia 1993). Cichy napisał, że ten żydowski policjant z getta „przetrwał nawet Powstanie Warszawskie, kiedy AK i NSZ wytłukły mnóstwo niedobitków z getta”. W „Czarnych kartach” tylko pozornie wycofał się z tych kalumnii – uznał, że Żydów mordowały nie całe organizacje, ale niektórzy ich członkowie.

„Głowę daję sobie uciąć”

Dla tego „obiektywnego” historyka człowiek w mundurze musiał być akowcem, a nie np. zwykłym szabrownikiem lub członkiem AL. Ale w publikacji nie chodziło przecież o fakty, lecz o stworzenie odpowiedniego klimatu. Kapitan „Hal” (Wacław Stykowski, w Powstaniu dowódca batalionu AK im. gen. Józefa Sowińskiego) – zdaniem Cichego, odpowiedzialny, a przynajmniej współodpowiedzialny za mord na kilkunastu Żydach – „miał kwaterę w magazynach browaru „Haberbusch i Schiele”.

Było to powstańcze eldorado, pełne żywności i alkoholu”. Jednym z „dowodów” mordu miała być podważana przez poważnych historyków relacja dowódcy innego oddziału AK: „Głowę daję sobie uciąć, że to te dranie z przybocznej bojówy „Hala””. Większość cytowanych przez Cichego relacji nie pochodziła od bezpośrednich świadków zdarzenia, część została zaczerpnięta od niewiarygodnych historyków (Bernard Mark) albo ze wspomnień Żydów, które były po wojnie „uzupełniane” (m.in. przez wychowanych w stalinowskiej Polsce historyków z Instytutu Jad Washem). Artykuł, napisany w imię „prawdziwego porozumienia”, wywołał wielkie oburzenie, choć „Wyborcza” starannie łagodziła krytykę, dopuszczając do dyskusji tych historyków, którzy albo zgadzają się z linią gazety, albo są specjalistami w innych dziedzinach. Żaden z nich nie sięgnął do dokumentów i nie zweryfikował rewelacji Cichego. Jedynym rzeczowym głosem w dyskusji była replika prof. Tomasza Strzembosza, który sprzeciwił się pisaniu historii na podstawie pomówień i nieudowodnionych faktów, gdyż prowokuje to zarówno antysemityzm, jak i antypolonizm.

Podciąć legendę Armii Krajowej

Na innych łamach ukazała się odpowiedź prof. Jacka Trznadla, który artykuł Cichego uznał za jedno z wielu fałszerstw „Gazety Wyborczej” (tak jak określanie Powstania Warszawskiego „Drugim Powstaniem Warszawskim”, wtórnym wobec powstania w getcie warszawskim). „Czemu miało to służyć?” – pytał Tadeusz Filipkowski, rzecznik Światowego Związku Żołnierzy AK, i stwierdzał: „zarówno pierwsza „recenzja” Cichego, jak i następny tekst nie ukazują się przypadkiem. To teksty programowe, podcinające legendę Armii Krajowej”. Cichy twierdził jednak, że nie jest „siewcą nienawiści”, a „za nienawiść odpowiedzialni są w dużym stopniu siewcy zapomnienia”.
Filipkowski: „Nienawiść zasiewają ci, którzy zamiast całej prawdy przedstawiają zaledwie jej część. W dodatku tendencyjnie zmanipulowaną”. W książce „Paszkwil Wyborczej” Leszek Żebrowski udowodnił, że Cichy dokonał wielu manipulacji, m.in. wyjmował zdania z kontekstu, jedne słowa opuszczał, a inne dopisywał (to samo redakcja zrobiła potem z niektórymi listami w tej sprawie). Cel był jasny: wszystko musiało pasować do z góry założonej i jedynie słusznej tezy. I oczywiście miało służyć „prawdziwemu porozumieniu” i „pełnej prawdzie”. Jakże przypomina to tworzenie dokumentów przez UB, które chciało „udowodnić”, że akowcy współpracowali z hitlerowcami.

„Faszystowscy skrytobójcy”

„Komenda Główna AK i cały obóz reakcyjny robiły, co mogły, aby paraliżować walkę narodu polskiego, walkę polskich mas ludowych przeciwko najazdowi hitlerowskiemu, aby działać na szkodę Związku Radzieckiego”. Jednak „nie można było powiedzieć żołnierzom i oficerom AK, których werbowano do szeregów pod hasłem walki z Niemcami, że mają bić się po stronie Niemców – bo wtedy żołnierze i oficerowie po prostu splunęliby i opuściliby szeregi AK. Wśród sanatorów, a tym bardziej ich konkurentów z NSZ, bardzo blisko związanych z hitlerowską Gestapo, było dużo kandydatów na polskich quislingów, na marionetki hitlerowskie.

Ale ci kandydaci nie mieli oparcia w narodzie. O wiele większe znaczenie dla hitlerowców miało powiązanie z takim grupami sanacyjnymi, które tkwiły głęboko w ruchu podziemnym i nie deklarowały się jawnie po stronie Hitlera. (…) Terror okupanta, bojówki NSZ i AK, faszystowscy skrytobójcy potrafili usunąć z szeregów walczących wielu dzielnych i ofiarnych bojowników sprawy Polski Ludowej. (…) Reakcja polska liczyła wtedy na rozpętanie wojny domowej w Polsce, liczyła. że uda jej się porwać za sobą przynajmniej część narodu i przy poparciu imperializmu anglosaskiego złamać frontalnym atakiem władzę ludową w Polsce (…)”. To już nie słowa ideologa „Gazety Wyborczej” Michała Cichego. To cytat ze stalinisty, dyrektora PZPR-owskiego wydawnictwa „Książka i Wiedza”, Romana Werfla, pochodzący z wydanej w 1951 roku broszury zatytułowanej „Trzy klęski reakcji polskiej. Na marginesie procesu grupy szpiegowsko-dywersyjnej Tatara, Kirchmayera i innych”. A brzmi jakże podobnie do Cichego…

Inna pamięć

Mimo krytyki „Czarne karty powstania” przyniosły Cichemu sławę. Stał się nie tylko wybitnym publicystą i historykiem, odkrywającym nieznane fakty z odwiecznych zmagań Polaków z Żydami, ale przede wszystkim autorytetem moralnym.

Uskrzydlony Cichy przystąpił do badania innych białych, a właściwie czarnych plam z najnowszej historii Polski. Znów w imię „prawdziwego porozumienia” i „pełnej prawdy”. Kolejnym wybitnym osiągnięciem był artykuł „1945: Koniec i Początek” (26 maja 1995). „Koniec” okropnej okupacji hitlerowskiej i „Początek” prawdziwego i niemal niczym nie zmąconego wyzwolenia. Cichy uznał, że twierdzenia o nowej, tym razem sowieckiej okupacji są grubo przesadzone. Na widok Sowietów „tłum dookoła szalał z radości, obsypywał żołnierzy kwiatami, śmiał się i płakał…”. Wszyscy się cieszyli, chodzili do kin i teatrów, na zakupy, rozpoczynali naukę i pracę. Nade wszystko pili i rozmnażali się – kobiety chętnie oddawały się przygodnym mężczyznom („wyzwolenie erotyczne”), czasem dochodziło do grabieży, ale dla Rosjan rabunek był już „ekonomiczną koniecznością”. Słowem: istna sielanka.

Tylko akowcy mieli inną perspektywę, ale oni – jak pisze Cichy za Leszkiem Kołakowskim – zostali „wepchnięci (!) w beznadziejną walkę przez stalinowską politykę; części jego (podziemia – T. M. P.) jednakowoż wyrodniały, poparcie społeczne było nieporównanie słabsze niż za okupacji niemieckiej i słabło coraz bardziej (o przyczynach takiego stanu rzeczy już się nie dowiedzieliśmy – T. M. P.)”.

Mniejszość narodowa

Cichy dokonał jeszcze jednego ważnego odkrycia: „Stalin nie chciał z AK rozmawiać. Nie dał też żadnej szansy (!) na negocjacje powołanemu przez siebie PKWN-owi”. Pisze również, że program społeczny PKWN niewiele różnił się od programu podziemnej, prolondyńskiej Rady Jedności Narodowej. Postulaty to ładna rzecz, tylko czego ma to dowodzić? Cichy kończył: „380 tys. akowców stanowiło w Polsce 1944-45 roku niespełna 2 proc. ludności, ale w naszej pamięci zbiorowej (czyżby Cichego też? – T. M. P.) tradycja akowska zajmuje znacznie więcej niż dwa procent. Przystoi nam (!) uszanować tę pamięć; wiedzmy jednocześnie, że nie jest to pamięć jedyna”.

Można tylko spytać: czy największa armia Polskiego Państwa Podziemnego nie reprezentowała milionów Polaków w walce z Niemcami? A dlaczego Cichy nie zastanowił się, ile osób „normalnie” żyło w PRL-u? Czy wszyscy aktywnie działali w podziemnych strukturach „Solidarności” w stanie wojennym? Ilu zostało internowanych? Znów do redakcji napłynęło wiele listów. Większość napisali „zwykli ludzie” w tonie entuzjastycznym – „dziękuję za bezstronny i wnikliwy opis wydarzeń po wkroczeniu Armii Czerwonej”, „żołnierze pozdrawiali nas wesoło”. Czasem ktoś prostował, że nie było wielkiego pijaństwa i kradzieży. Krytyka pochodziła od tych nieznośnych „karłów reakcji”, ale przecież oni zawsze byli w mniejszości… ?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here