„Polacy podczas wojny zabili więcej Żydów niż Niemców” – napisał Jan Tomasz Gross, znany na świecie od lat antypolski paszkwilant. Tym razem łamów na ksenofobiczne, rasistowskie wywody udzielił mu niemiecki „Die Welt”. To klasyczne już przerzucanie winy za Holokaust z Niemców na Polaków. Dalszy ciąg Grossowych „Sąsiadów” i nakręconego na ich kanwie „Pokłosia”. Polska Liga Przeciwko Zniesławieniom złożyła doniesienie do prokuratury, czy nie doszło do popełnienia przestępstwa zniesławienia Narodu Polskiego. A tak naprawdę takie paszkwilanctwo powinno być napiętnowane i ścigane z urzędu przez polskie państwo.

Czy Polacy kolektywnie, jako zbiorowość, brali udział w Holokauście? Odpowiadają za niego podobnie jak Niemcy, a nawet bardziej? Prześladowali Żydów nie tylko w czasie wojny, ale także po jej zakończeniu? Mordowali starszych braci w wierze, a zamordowanych okradali? „Modna obecnie tzw. czarna legenda koncentruje się wyłącznie na przypadkach patologii społecznych i zachowaniach kryminalnych, uznając je za obowiązującą normę” – napisał profesor Marek Jan Chodakiewicz, współautor książki „Złote serca czy złote żniwa” – zbioru naukowych publikacji o stosunkach polsko-żydowskich.

„Nieuczciwy intelektualnie”

Polacy powinni uderzyć się piersi i przyznać do swoich grzechów, a najcięższy był grzech antysemityzmu. Zaślepieni nim zabijali, bezcześcili i grabili zwłoki – taką tezę lansuje Jan Tomasz Gross. Wśród osób, które otrzymały medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata i mogą poszczycić się drzewkiem w Jad Waszem najwięcej jest Polaków. Polacy pomagali eksterminowanym przez Niemców Żydom, również uciekinierom z obozu śmierci w Treblince – czytamy dalej na kartach „Złotych serc…”, czyli anty-Grossa. W okolicach Treblinki żyjący Polak był zagrożeniem nawet dla martwego Żyda. To ci, którzy pomagali, stanowili margines, a za pomoc Żydowi ich też mogła dopaść karząca ręka Polaka-sąsiada – rozwija swój wywód Gross.

Autorzy „Złotych serc…” punktują: Gross jest „nieuczciwy intelektualnie”, pisze „pod z góry przyjętą tezę”, błędy wynikają z „publicystycznej maniery tego pisarza – zwłaszcza selektywnie podawanych faktów i prezentowania ich bez kontekstu historycznego”. Właśnie – kontekst – to chyba najważniejsza w tym wszystkim sprawa.

Marszruta morderców

Przypomnę sprawę Jedwabnego, na podstawie której nakręcił swój kłamliwy film Władysław Pasikowski. W „Pokłosiu” pominął całkowicie niemiecką odpowiedzialność. M.in. to, że mord w Jedwabnem i pozostałych, okolicznych miejscowościach prawdopodobnie inspirował, ale nawet przeprowadził Herman Schaper. Któż to taki? Przecież nie polski sąsiad-morderca. To gestapowiec, który w czasie wojny kierował komandem w Ciechanowie, a następnie został oddelegowany na tereny okręgu Łomża. W materiałach Instytutu Pamięci Narodowej, któremu w 2002 roku udało się przesłuchać gestapowca w charakterze świadka, czytamy m.in.: „Herman Schaper powiedział, że latem 1941 r. dowodził komandem gestapo liczącym od 10 do 15 ludzi, które poruszało się samochodami osobowymi, a także motocyklami; zadaniem komanda było poszukiwanie agentów rosyjskich oraz zabezpieczanie dokumentów; w tym okresie był raz obecny przy rozstrzeliwaniu Żydów”. Zasadniczych pytań dotyczących bezpośrednio zbrodni w Jedwabnem i okolicznych miejscowościach Schaperowi nie udało się już zadać. Powód? Były krwawy gestapowiec się zdenerwował. Wyciągnął z szuflady liczne zaświadczenia o złym stanie zdrowia. Z jednego wynikało, że w ogóle nie jest zdolny do składania zeznań. Obecny podczas przesłuchania lekarz stwierdził, że Schaper może zaraz (pytany o Jedwabne) dostać ataku serca lub wylewu.

CZYTAJ DALEJ

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here