Holokaust był straszniejszy

W komunikacie jerozolimskiego Instytutu Jad Waszem można było przeczytać: „Śledztwo polskiego Instytutu Pamięci Narodowej dowodzi, że masakry w Jedwabnem dopuścili się Polacy. Masakra ta należy do najbardziej przerażających, bowiem chodzi o mord [popełniony przez] sąsiadów, a zamordowani nawet znali ich osobiście po imieniu i nazwisku. To jeden z najbardziej przerażających aktów antysemityzmu w tamtych dniach. (…) Synowie polskiego narodu, aczkolwiek sami ofiary nazistowskiej agresji, w ten sposób stali się wykonawcami zbrodni”.
Historyk prof. Tomasz Strzembosz uznał wygłaszanie takich stwierdzeń przez Instytut Jad Waszem za nietakt: „Zbrodnia była straszliwa i obciąża pewną grupę obywateli polskich, ale nie wszystkich mieszkańców Jedwabnego. Udział niemiecki jest również niewątpliwy i on czynił, że sprawstwo polskie było możliwe. Nie byłoby tego, gdyby nie Niemcy – mówił Strzembosz i przytaczał relacje świadczące o aktywnym udziale Niemców w zbrodni.

Wynikało z nich np., że siłą zmuszali oni niektórych Polaków do pójścia na rynek, z którego potem musieli konwojować Żydów do stodoły”. Podobne zdanie wyraził inny historyk, prof. Andrzej Paczkowski: „Nie tylko Polacy są winni mordu w Jedwabnem. Napis na pomniku w Jedwabnem, iż to oni dokonali mordu Żydów, odbiegałby daleko od rzeczywistości 10 lipca 1941 r. Uznanie, że było to jedno z najstraszniejszych wydarzeń antysemickich w dziejach drugiej wojny światowej, jest grubą przesadą, bo Holokaust był niewątpliwie straszniejszym wydarzeniem”.

Dyskwalifikacja dla naukowca

Na zbrodnię w Jedwabnem nowe światło rzuciły dokumenty odnalezione w archiwum w Łomży, jednoznacznie wskazujące na niemieckie sprawstwo. Prawdziwy przełom przyniosła jednak wizyta dwóch historyków – Tomasza Strzembosza i Piotra Gontarczyka – w archiwum IPN. Zbadali oni dokumenty z 1949 roku, z których korzystał J. T. Gross, ale ich wnioski były całkowicie odmienne od jego konkluzji. Mord w Jedwabnem bez wątpienia był częścią niemieckiego planu eksterminacji Żydów, do którego naziści wykorzystali (na ogół pod przymusem) Polaków.

Od dłuższego czasu wiadomo było, że książka Grossa zawiera wiele warsztatowych uchybień, nieścisłości, przeinaczeń, półprawd, a wyciągane przez niego wnioski są grubo przesadzone. Nikt nie spodziewał się jednak, że „Sąsiedzi” są aż taką manipulacją, co powinno dyskwalifikować profesora New York University jako naukowca. Prof. Tomasz Strzembosz napisał: „Im dłużej wczytywałem się w te akta, tym większe było moje zdumienie. Akta te bowiem, jeżeli je potraktować kompleksowo i poważnie, mówią zupełnie coś innego, niż twierdzi prof. Gross, opierający się co prawda nie tylko na nich, ale głównie na nich”.

Co mówią osoby oskarżone o mord na jedwabieńskich Żydach, zeznające w trakcie śledztwa i procesu w 1949 roku? Wszyscy jednoznacznie wskazują na winę Niemców – jako inspiratorów, organizatorów i współsprawców (oprócz Polaków) zbrodni. Do takich samych wniosków doszedł sąd – oskarżeni działali pod wpływem niemieckiego terroru. Inni „wiarygodni” świadkowie Grossa (m.in. Szmul Wasersztajn), od których pochodzą najbardziej wstrząsające relacje, nie mogli widzieć tragedii, bo albo znajdowali się daleko od miejsca wydarzeń, albo w ogóle ich wówczas w Jedwabnem nie było. Żeby było ciekawiej – relacja Wasersztajna mówiła wyraźnie, że rozkaz „zniszczenia wszystkich Żydów” wydali Niemcy. We wnioskach Gross pominął jednak ten fakt.

Bez słowa „przepraszam”

„Poważny” profesor Gross nie zamierzał przepraszać oskarżonego przez siebie społeczeństwa polskiego. Również za to, na co zwracali uwagę historycy – że wyjaśnienia mordu w Jedwabnem i okolicy należy szukać także w stosunku części Żydów do Polaków pod okupacją sowiecką, że był to odwet za kolaborację Żydów z Sowietami. We wrześniu 1939 roku, jeszcze przed wejściem Armii Czerwonej na tereny tzw. Białorusi Zachodniej, Polacy toczyli regularne walki z żydowsko-białoruską rebelią w wielu miejscach na Grodzieńszczyźnie – w powiecie wołkowyskim, słonimskim, na Polesiu, tam, gdzie stacjonowały jeszcze oddziały polskie.

Gross nie musiał również przepraszać Kazimierza Laudańskiego za pomówienie jego ojca – Czesława: „Po powrocie z sowieckiego więzienia ojciec był ciężko chory i leżał w łóżku”. Gross na to: „Owego feralnego 10 lipca najwyraźniej jednak wstał z łoża boleści i pognał pod stodołę”. Przepraszać musieliśmy my, społeczeństwo. Choć nie za nasze winy…

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here