Jeden z ubeckich morderców, najokrutniejszych śledczych bezpieki, o którym myśleliśmy, że nie odbywa zasądzonej mu kary (cztery lata więzienia), utrzymanej przez wszystkie możliwe instancje, trafił w 2015 za kraty. To Jerzy Kędziora, pensjonariusz zakładu karnego na warszawskiej Białołęce.

Według naszych informacji, Kędziora jest w bardzo dobrej kondycji fizycznej. Codziennie robi ćwiczenia gimnastyczne, pompki. Na Białołękę przyjechał z dużą ilością papierosów, które daje współwięźniom, aby wykonywali za niego podstawowe czynności, czyli dbali o porządek w celi itp.

Odwiedzili Kędziorę

Zanim trafił do więzienia, patriotyczna młodzież udała się na warszawskie Bródno, na ulicę Chodecką, gdzie mieszkał Kędziora. Tam rozwiesiła plakaty z informacjami: „Tu mieszka ubecki sadysta”. Na plakatach wymieniono nazwiska osób, których ten czerwony kat represjonował, m.in. płk. Franciszka Niepokólczyckiego, żołnierza Armii Krajowej i powojennego podziemia antykomunistycznego, prezesa II Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, oraz mjr Hieronima Dekutowskiego, ps. „Zapora”, żołnierza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, cichociemnego, dowódcę oddziałów partyzanckich AK, DSZ i Zrzeszenia WiN.

Według relacji świadków, następnego dnia po odwiedzinach Kędziora szybko spakował manatki i wraz z żoną wyprowadził się. Na miejsce przyjechała policja, lecz nie po skazanego Kędziorę, a w poszukiwaniu patriotycznej młodzieży.

Pracownik umysłowy

Jerzy Kędziora urodził się w 1925 roku w Ostrowcu Kieleckim. Jego matka, Lucyna Gajewska, była krawcową. Ojciec, Daniel, z zawodu szewc, w II Rzeczypospolitej został skazany za działalność w Komunistycznej Partii Polski. W czasie wojny działał w Związku Patriotów Polskich w Gruzji, a po 1945 roku w Polskiej Partii Robotniczej. Matka awansowała na pracownika Wydziału ds. Kultury i Oświaty Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – MBP (w terenie resort reprezentowały podległe mu Urzędy Bezpieczeństwa Publicznego, stąd skrót UB – dop. Red.). Bezpieka, sprawdzając rodzinę swojego pracownika, nie znalazła żadnych haków prócz tego, że ojciec lubił alkohol.

W powojennej ankiecie Jerzego Kędziory czytamy, że po wrześniu 1939 roku przebywał we Lwowie, gdzie ukończył trzy klasy gimnazjum; miał obywatelstwo sowieckie. W rubryce języki wpisał: rosyjski, niemiecki (dobrze), francuski (słabo). A więc erudyta.

Jak trafił do bezpieczeństwa? Służył w Gwardii Ludowej (od czerwca 1943 r., ps. „Stefan”) i Armii Ludowej (do stycznia 1945 r., ps. „Francuz”, ale – jak wynika z resortowych ustaleń – był mało aktywny).

Współpracownikiem MBP został w lutym 1945 roku, a pracownikiem już w maju. Do grudnia 1947 roku „brał udział w walce z bandami i reakcyjnym podziemiem”. A tak o Kędziorze pisali przełożeni: „pochodzenia rzemieślniczego, przynależności społecznej inteligencji pracującej (…) z zawodu pracownik umysłowy” (sic!!!). Aby jeszcze bardziej podnieść swoje „umysłowe” kwalifikacje, ukończył dwuletnią Szkołę Komitetu ds. Bezpieczeństwa Publicznego. W styczniu 1951 roku zdał egzamin MBP z zajęć politycznych z wynikiem bardzo dobrym: „materiał opanowany, lotność umysłu”.

Opinie Różańskiego

W MBP dochrapał się stanowiska kierownika sekcji śledczej i pozytywnych opinii szefa wszystkich „śledzi”, Jacka Różańskiego (Józefa Goldberga), który 4 kwietnia 1953 roku pisał o Kędziorze: „jest pracownikiem samodzielnym i posiada dużo własnej inicjatywy”. Ale oberubek miał też uwagi: „mocno zarozumiały, posiada manię wyższości, wobec podwładnych niewyrozumiały – co ujemnie odbija się na wychowaniu podległych mu oficerów”.

CZYTAJ DALEJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here