O poranku dnia, w którym wypada wspominać Świętego Józefa Rzemieślnika, powodowany sentymentami z dzieciństwa włączyłem rosyjską telewizję. Przecież ładnych parę dekad temu pierwszego maja zawsze wyczekiwałem, aż Interwizja, transmitująca to, co właśnie działo się w Moskwie, pokaże, jak po bruku placu Czerwonego przetaczają się wielokołowe wyrzutnie dźwigające imponujące rakiety balistyczne. (źródło: Najwyższy Czas! 05.2013)

Tym razem pocisków z głowicami nuklearnymi (lub raczej ich atrap) nie było, czym jednak nie zmartwiłem się szczególnie – w końcu prawdopodobnie będę mógł napatrzyć się na nie aż do przesytu podczas defilady w kolejną rocznicę wielkiego zwycięstwa.

Wiosna i praca?

Fiestę robotniczą dwadzieścia lat temu przemianowano w Rosji na Święto Wiosny i Pracy. Nie jest to chyba najszczęśliwsze połączenie, szczególnie w tej kolejności, ponieważ obie rzeczy nie idą raczej w parze, o czym w Polsce wie każdy uczniak, który witał na wagarach początek najpiękniejszej pory roku; poza tym ogólnie wiadomo, ile jest wart „majowy robotnik”. Zmiana nazwy i charakteru rytuałów pierwszomajowych sprawiła, że mniej w nich zadęcia i pozerstwa. Ale nadal ulicami rosyjskich miast przeciągają tradycyjne pochody, choć na ogół, poza demonstracjami komunistów, pod innymi niż dawniej hasłami. Teraz dominuje wśród nich przewodni motyw „pokój, praca, maj” (po rosyjsku brzmi to lepiej, dosadniej: mir, trud, maj). Oczywiście etos pracy jest nadal ważniejszy niż jakiś, powiedzmy, etos wiosenny. „Kto nie pracuje, ten nie je” -powiadano we wczesnej epoce sowieckiej, a największym uznaniem cieszyła się praca robotników i chłopów (o ile byli skolektywizowani) oraz naturalnie tych instytucji, które troszczyły się o proletariuszy i kmieci (na przykład Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej) z nieomylną partią bolszewicką na czele. Jakkolwiek układane przez czerwonych agitatorów slogany o pracy brzmiały pięknie, to jednak ich ton był zupełnie fałszywy – robotnikom wiodło się w ZSRS na ogół fatalnie. Zresztą warto pamiętać, że rabota to przecież główna powinność niewolnika… Wbrew utopijnym rojeniom pomysłodawców komunizmu, totalna opieka zachłannego państwa sprawiła, że lud pracujący otrzymywał za swój trud znacznie mniej.

W tym roku w samej Moskwie pochodów i zgromadzeń odbyło się kilka. Mityng bolszewicki był poważny, zatroskany losem imperium, pokrzepiający się wiarą w powrót do władzy, od stóp do głów w czerwieni, z której odrobinę wyłamywały się jedynie niewielkie flagi Kuby. Któryś z pogrobowców Lenina wymachiwał kosą, domagając się skutecznej walki z korupcją – w gruncie rzeczy przypominał błędnego rycerza, bo wszelkie próby eliminacji łapownictwa z Rosji są równie skuteczne co walka z wiatrakami. Także manifestacja mieszkańców stolicy miała charakter częściowo roszczeniowy: niektórzy jej uczestnicy domagali się głównie obniżenią opłat komunalnych, padały również wezwania adresowane do władz miasta, aby zatroszczyły się one bardziej o moskwian w podeszłym wieku. Ale na ogół ci, którzy szli w pochodzie, zapytywani przez reporterów zgodnie utrzymywali, że wszystko im się podoba, atmosfera jest sympatyczna, bo wiosna, a więc i dobry nastrój, zadowolenie z władzy centralnej itp.

Lepiej zapomnieć

Mimo to pochody nowej generacji sprawiają wrażenie osieroconych. Owszem, tu i ówdzie na niewysokich improwizowanych podestach stali jacyś drobniejsi urzędnicy lub działacze i życzliwie machali maszerującym, którzy rewanżowali się im podobnymi gestami. Ale gdzie im do owych carów i bojarów komunizmu, którzy ongiś leniwie pozdrawiali lud przeciągający u ich stóp z wysokości trybun lub mauzoleów! W tym wymiarze współczesne demonstracje wydają się mocno zagubione. Rola niegdysiejszych pochodów pierwszomajowych była oczywista: masy oddawały hołd czerwonemu suzerenowi. Datę tej upokarzającej ceremonii poprzedzała niezwykła noc, podczas której, według dawnych legend, wiedźmy uczestniczyły w największym dorocznym sabacie. Jego kulminacyjnym punktem był wiernopoddańczy pocałunek składany przez wszystkie czarownice na drugim obliczu szatana. Podobno zwyczaje Nocy Walpurgii czy też Sabatu Beltane dobrze znane były Karolowi Marksowi, który w młodości nie stronił od wiedzy satanistycznej. Całe pokolenia opętane przez demona komunizmu, mamione jego piętnem – krwawym pentagramem – kłaniały się ucieleśnionym bałwanom demonicznej ideologii.

CZYTAJ DALEJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here