Europejczyk, napotkawszy w jakiejś książce podróżniczej opis plemienia, które z truchła swojego krwiożerczego kacyka-szamana uczyniło relikwię, przez kilkadziesiąt lat ośrodkującą duchowe i świeckie życie całego ludu, świętość chronioną i czczoną nawet wówczas, gdy całkiem fałszywe okazały się proroctwa wygłaszane przez owego tyrana – zapewne zaskoczony byłby taką dzikością obyczajów.

Tymczasem tuż pod bokiem gruzowiska cywilizacji łacińskiej, w samym sercu kraju pretendującego do grona państw cywilizowanych, a nawet awangardy światowej kultury, trwa pomnik barbarzyńskiego zdziczenia. Piramidka schodkowa, podobna do zminiaturyzowanej azteckiej świątyni ofiarnej, wznosi się tuż obok decyzyjnego centrum Rosji. W tej budowli o kubaturze blisko sześciu tysięcy metrów sześciennych, o ścianach olicowanych ciemnoczerwonym granitem, porfirem i czarnym labradorytem (lapidarny napis wykonano z czerwonego kwarcytu) każdy, kto ciekawy, może pooglądać sobie trupa Włodzimierza Uljanowa, znanego szerzej pod pseudonimem Lenin.

Ale 10 listopada 2006 r., tuż po znamiennej dla Rosji rocznicy październikowej rewolty, grobowiec na placu Czerwonym został zamknięty. Niestety, tylko do 26 grudnia. Powiadomił o tym media specjalny komunikat Komendantury Kremla Moskiewskiego: „Na wniosek centrum badawczego technologii biomedycznych >Wilar< (...) Mauzoleum Lenina będzie nieczynne dla zwiedzających z powodu prowadzenia zaplanowanych prac profilaktycznych". "Lenin umarł, ale ciało jego żyje" - głosił znany w ZSRS żart parodiujący popularny slogan sowieckiej propagandy "Lenin wiecznie żywy". Ale tak naprawdę nie było się z czego śmiać. Zabalsamowanie ciała Lenina i uczynienie z niego relikwii należało do aktów bluźnierczych, naigrywało się z najgłębszych podstaw chrześcijaństwa, tak bardzo znienawidzonego przez zmarłego i jego kompanów. Co bardziej światłych Rosjan sprawa ta jeszcze dziś wprawia w zakłopotanie. Jeden z popularnych komentatorów przyznaje z zażenowaniem: "Nie będziemy roztrząsać, czy postępek ten był zgodny z normami ogólnoludzkimi i normami prawosławia - to rozsądzi historia". Zabalsamowanie doczesnych szczątków Lenina nie było zaplanowane. Wódz umarł wieczorem 21 stycznia 1924 roku. Jego śmierć w niezaawansowanym wieku 53 lat nastąpiła z powodu dolegliwości dziedzicznych, nabytych i przemęczenia. Po przewrocie październikowym przyjął na siebie obowiązki, do pełnienia których, wiodąc wcześniej wolny, nieomal artystyczny żywot dysputanta, nie był fizycznie przygotowany. Dymitr Wołkogonow podsumowuje: "Źądza władzy zniszczyła go w sensie najzupełniej dosłownym". Pogrzeb wodza jego towarzysze postrzegali jako możliwość umocnienia systemu. Zwłoki Lenina wystawiono na widok publiczny - pomimo siarczystego mrozu do trupa "cara" ciągnęły tłumy, zjawisko typowe dla Rosji - i rozpoczęto kopanie mogiły na placu Czerwonym. Podobno w tym czasie kierownictwo bolszewickie zostało zasypane listami i depeszami, w których lud pracujący miast i wsi domagał się, aby ciała wodza "nie oddawać ziemi". Sformułowanie takie ma dwuznaczny wydźwięk - przypomina się zaraz historia stolnika upickiego Władysława Sicińskiego (tego, który pierwszy zerwał pojedynczym sprzeciwem sejm Rzeczypospolitej).   CZYTAJ DALEJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here