Tym bardziej że powiększający się dystans zapóźnienia technologicznego Rosji w stosunku do czołówki światowej może skutkować osłabieniem potencjału obronnego największego państwa świata. Jednak pościg za nowoczesnością ma swoją niemałą cenę. Wliczone jest w nią poważne ryzyko gospodarcze oraz obniżenie standardu życia ludności Federacji Rosyjskiej, o czym Kudrin mówi otwarcie.

Czy Rosjanie potulnie zgodzą się na to? W ciągu ostatnich dwóch lat doświadczyli oni drastycznego spadku kursu rubla, drożyzny obejmującej także artykuły codziennego użytku (dzisiaj pół litra najtańszej monopolowej wódki czystej kosztuje w Rosji więcej niż w Polsce) oraz deficytu wielu towarów, niedostępnych z powodu sankcji (zastąpionych przez wyroby znacznie gorszej jakości) – żeby wymienić jedynie część uciążliwości najdotkliwiej odbijających się bezpośrednio na domowych budżetach. Naród stumaniony kremlowską propagandą gotów jest do wielu jeszcze wyrzeczeń, tym bardziej jeśli uwzględnić bardzo specyficzne relacje wiążące na Wschodzie poddanych i władzę oraz mentalność, uformowaną m.in. w następstwie takich zależności. Jeśli jednak Kudrin, przyrównując współczesne położenie Rosji do drugiej połowy panowania Leonida Breżniewa, chciał przerazić swoich rodaków, to trafił kulą w płot. Gensek słynący z ognistego obcałowywania liderów bratnich krajów jest przez Rosjan traktowany z wielką sympatią. Według sondażu z 2013 roku, został uznany za najlepszego przywódcę Rosji w minionym stuleciu (w tej ankiecie najgorzej wypadł Michał Gorbaczow), a w innej sondzie został najbardziej lubianym przywódcą kraju, wyprzedzając samego Włodzimierza Lenina. Podobno większość współczesnych Rosjan pragnęłaby żyć w epoce Breżniewa…

Breżniew dobry tylko w pamięci

Lata siedemdziesiąte minionego wieku są wspominane w Rosji z co najmniej podobnym sentymentem jak ta sama dekada przez całkiem niemałą liczbę Polaków. Chociaż zarówno w Związku Sowieckim, który wówczas wspiął się na szczyt swojej potęgi politycznej oraz strategicznej w stosunku do Stanów Zjednoczonych, jak i w naszej „dziesiątej gospodarce świata” oznaki nadciągającej katastrofy były już wyraźnie dostrzegalne, wielu z rozrzewnieniem wspomina te „bale na socjalistycznych Titanicach”. Jedenastka pięciolatka w ZSRS zakończyła się fiaskiem, ale handel z Zachodem i krajami arabskimi sprawił, że kryzys gospodarczy został odroczony o kilka lat i dał się we znaki ludziom sowieckim dopiero po śmierci Breżniewa.

Lepiej jednak mieć się na baczności i nie snuć nazbyt prostych analogii. Czterdzieści lat temu sytuacja międzynarodowa była pod wieloma istotnymi względami odmienna, a przeciętni Rosjanie wiedzieli niewiele o szerokim świecie. Dzisiaj nasza planeta stoi przed zupełnie innymi – no, właśnie – wyzwaniami, a w szkatule z rosyjskim funduszem rezerwowym (wydzielonym z zapobiegliwie uzbieranego przez Kudrina funduszu stabilizacyjnego) prześwituje już dno.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here