"Kryształowa noc" w Magdeburgu fot. Wikipedia CC 3.0 autor: Bundesarchiv

Z nocy 8 na 9 listopada 1923 r. Adolf Hitler i jego NSDAP próbowali przejąć władzę w Bawarii drogą zamachu stanu. Hitler chciał wykorzystać ogromny kryzys, jaki panował wtedy w Niemczech.

Super hiperinflacja powodowała, że wartość jednego dolara wynosiła 10 mln marek na początku września i 160 mln marek pod koniec tego miesiąca. W październiku kurs marki do dolara liczył się już w miliardach, a w listopadzie w bilionach. Dodatkowo tego roku Francuzi i Belgowie okupowali Zagłębie Ruhry w związku ze zwłoką w spłacie reparacji wojennych. Nastroje wśród ludności były radykalne.

Bawaria, bardzo konserwatywna była niemal na wojennej ścieżce z centralnym rządem w Berlinie, gdzie prezydentem był socjaldemokrata Ebert. Plany bawarskiego rządu i mianowanego przez niego komisarza generalnego Bawarii von Kahra obejmowały wyjście Bawarii z Niemieckiej Rzeszy i ewentualne przywrócenie tronu dynastii Wittelsbachów.

To nie było na rękę Hitlerowi, który planował zbudowanie silnej Rzeszy przez obalenie rządu centralnego w Berlinie. Naziści zdecydowali się uprzedzić nacjonalistów i monarchistów bawarskich i sami pochwycić władzę. 8 listopada bojówkarze Hitlera zajęli kilka ważnych obiektów. Sukces był pozorny, ponieważ najważniejsze persony w Bawarii, z którymi Hitler umawiał się: von Kahr i dowódca bawarskiego okręgu wojskowego gen. Von Lossow zdradzili go.

Jednakże główne wydarzenia rozegrały się następnego dnia. Jednakże komisarz Marsz nazistów w kierunku centrum, początkowo niepowstrzymany został zastopowany przez kolejną linię policji, która tym razem nie dała się rozbroić. Padły strzały. W sumie zginęło 16 nazistów i 4 policjantów. Pucz został stłumiony. Hitler i 40 nazistów zostali skazani.

Hitler na 5 lat twierdzy, gdzie wyrok odbywał w komfortowych warunkach i został przedterminowo zwolniony. Tam też napisał „Mein Kampf”. 16 padłych nazistów stało się „męczennikami ruchu narodowosocjalistycznego. Naziści nie wybaczyli von Kahrowi zdrady. W 1934 r. podczas „nocy długich noży” esesmani zawlekli go do Dachau i tam tego samego dnia zakatowali na śmierć.

Data krwawego puczu z 9 listopada 1923 r. została wykorzystana przez nazistów jako swoisty rewanż 15 lat później. Z tym że ten rewanż dokonali na ludziach, którzy ze stłumieniem monachijskiego puczu nie mieli nic wspólnego.

W 1935 r. Niemcy wprowadzili tzw. ustawy norymberskie (ustawa o obywatelstwie Rzeszy, ustawa o ochronie niemieckiej krwi i niemieckiej czci, ustawa o barwach i fladze rzeszy). One dzieliły obywateli Niemiec na Aryjczyków (Niemców) i nie-Aryjczyków (Żydów, Cyganów, Murzynów). Ustawy były skierowane przede wszystkim przeciw Żydom, którym zabraniano małżeństw i intymnych stosunków z Aryjczykami. Ustawy także pozbawiały Zydów ochrony prawnej odnośnie obywatelstwa oraz ograniczały ich prawa majątkowe.

Po układzie monachijskim, kiedy to zachodnie mocarstwa ustąpiły Hitlerowi w sprawie okrojenia terytorialnego Czechosłowacji, kanclerz Niemiec poczuł się silny i postanowił zrobić kolejny krok w kierunku dysykryminacji Żydow. W listopadzie 1938 r. Niemcy wydalili z Rzeszy 200 tys. Żydów- chrześcijan, a trochę wcześniej, w październiku 17 tys. polskich Żydów.

Ci ludzie nocowali na granicy w Zbąszyniu. Wśród nich była rodzina Grynszpanów, która od 1911 r. mieszkali w Niemczech. Mieszkający w Paryżu Herszel Grynszpan dowiedziawszy się jaki los spotkał jego rodzinę, wszedł 7 listopada 1938 r. do niemieckiej ambasady w Paryżu i oddal 5 strzałów do sekretarza ambasady Ernsta von Ratha. Rath zmarł 2 dni później.

Naziści postanowili szybko działać i zorganizować „spontaniczne” wystąpienia ludności. Nie chcieli, żeby to wyglądało jako tylko ich dzieło. Policja, SS i SA miało się tylko temu przyglądać i chronić Niemców, w przypadku oporu Żydów.
Wieczorem 9 listopada 1938 r. zaczęły się pogromy Żydów. Nie udało, się wbrew zamiarom Goebbelsa zorganizować wystarczającej „mobilizacji” ludności cywilnej, więc w tej zbrodni wzięli też udział naziści, główne z SA.

Niszczono witryny sklepów i same sklepy należące do Żydów, wdzierano się do żydowskich mieszkań. Rozbite szkło z szyb wystawowych i z okien mieszkań oraz z kryształów leżało na ulicy. Stąd też nazwa „kryształowej nocy”.

Skutki tego niemieckiego barbarzyństwa były tragiczne. Zmordowano prawie 100 Żydów, spalono lub zniszczono kilkaset synagog, kilka tysięcy żydowskich domów i 29 domów handlowych, zbezczeszczono niemal wszystkie cmentarze żydowskie (wyjątkowe barbarzyństwo). 30 tys. Żydów wysłano do obozów koncentracyjnych.
Żeby dodatkowo upokorzyć Żydów, kazano im zapłacić 1 mld marek (nowych marek) za straty, jakie poniosło niemieckie państwo.

„Kryształowa noc” to pierwsze niemieckie barbarzyństwo na taką skalę, preludium tego, co się miało wydarzyć w IIWŚ.

1 KOMENTARZ

  1. Od tamtego czasu wszystkich narodowców podciąga się pod jeden strychulec: rzekomo są nieodmiennie pogrobowcami Hitlera. W tej nagonce celują zwłaszcza ludzie, których określam mianem „bywszych Żydów”, czyli tacy, którzy od judaizmu odeszli. A gdy porzucili wiarę swych przodków, to instynktownie poszukiwali dla niej zastępstwa równie apodyktycznego, i wszechogarniającego, regulującego, podobnie jak judaizm — niemal wszelkie przejawy aktywności ludzkiej. I znaleźli taki ersatz w naukach innego bywszego Żyda, brodatego proroka z Trewiru. I w interpretacjach jego „nauk” nieprzerwanie grają pierwsze skrzypce.
    Skrzypce drugie przypadają w udziale ich skołowanym epigonom, szabesgojom, którzy choć nie nadążają za awangardą, to jednak za wszelką cenę chcą być bardziej filosemiccy, niż ktokolwiek z narodu wybranego. I dlatego tropią zawzięcie narodowców, demaskując ich wrogość do „najlepszego ustroju na świecie”, ale nade wszystko antysemityzm, choćby niewiadomo jak głęboko byłby ukryty.

    Bo przecież trzeba być, hm, bardzo „tolerancyjnym”, żeby nie dostrzec, iż zdumiewająco wysoki odsetek „bywszych Żydów” plasuje się w najważniejszych dziedzinach życia wielu krajów, nawet tam, gdzie ich „zaplecze narodowe” jest niezwykle nikłe. Pomimo tej nikłości zasiadają w różnych radach i zarządach, kierownictwie banków, świecie dziennikarskim, prawniczym, i w przemyśle rozrywkowym. Są to dziedziny, które można określić jako centralny system nerwowy, czy też krwioobieg społeczno-gospodarczy, i ludzie tam posadowieni mają przemożny wpływ zarówno na władzę, jak też i na masy. Dlatego powinni być pilnie obserwowani, zaś ich kariery przejrzyste i wypełniające wymóg jawności. Toteż gdy się wskazuje, że ktoś z tej śmietanki ma coś do ukrycia, np. pochodzenie — nie powinno to stawać się powodem do wdeptywania krytyków w błoto, i zrównywaniu jego „przewin” z nazistowskimi! A tak właśnie robią miłośnicy owych „bywszych”, starając się w tym przelicytować nawet samych zainteresowanych.

    Ale o tym, kto do, hm, „zainteresowanych” należy, a kto — jest tylko szabesgojem — oczywiście mówić głośno nie wolno, bo kto mówi, ten pewnie jest skrytym naziolem, i najlepiej go zastrzelić zawczasu. A jeśli nawet nie-zastrzelić, to przynajmniej zapuszkować, tak w ramach wspierania „tolerancji”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here