1. Dzień radosny. Bitwa pod Wiedniem

12 września 1683 r. wojska koalicji państw chrześcijańskich pod dowództwem króla Polski, Jan Sobieskiego pobiły pod Wiedniem ogromną armię turecko-tatarską dowodzoną przez wielkiego wezyra Kara Mustafę.

Turcy przez wiele dekad XVI i XVII wieku mimo wspólnej granicy z Polską nie przejawiali agresywnych zamiarów w stosunku do naszego kraju. Wojna z lat 1620/1621 była wyjątkiem, spowodowana zresztą interwencją hetmana Stanisława Żółkiewskiego w Mołdawii będącej lennem imperium tureckiego. Obie strony były natomiast prowokowane przez podwładnych strony przeciwnej: Tatarów najeżdżających Rzeczpospolitą i Kozaków wyprawiających się na tereny imperium Osmanów.

W II połowie XVII w. Turcy powrócili do polityki ekspansji, którą ponad 100 lat wcześniej prowadził sułtan Sulejman Wspaniały. Korzystając z osłabienia Rzeczpospolitej z powodu ustawicznych wojen z Rosją, z Kozakami i ze Szwecją uderzyli na Polskę zmusili nas traktatem w Buczaczu do oddania Podola.
Jednakże ich głównym celem było monarchia Habsburgów, której trzonem była Austria.

W połowie lipca 1683 r. Turcy oblegli Wiedeń. W myśl przymierza austriacko-polskiego pod Wiedeń wyruszyła armia Rzeczpospolitej. Składała się tylko z wojsk koronnych, ponieważ Litwini nie spieszyli się na ta wyprawę i pod Wiedeń ostatecznie nie przybyli.

Turcy zmobilizowali ogromne siły. Wiedeń oblegało co najmniej 150 tys. wojsk sułtana i chana Krymu. Naprzeciwko nim stanęła 70-tysięczna armia polsko- austriacko-niemiecka dowodzona przez znakomitych wodzów: Jan Sobieskiego (wódz naczelny) i Karola Lotaryńskiego.

O zwycięstwie chrześcijańskich wojsk zadecydował manewr Sobieskiego. Wojska polskie przeprawiły się przez bezdroża Lasu Wiedeńskiego i pojawiły się od tej strony, od której umocnienia tureckie były najsłabsze. Wielogodzinna kanonada polskiej artylerii oczyściła teren z wojsk tureckich. Następnie do ataku ruszyła ogromna masa polskiej jazdy wspomaganej przez austriacką i niemiecką kawalerię. W sumie ok. 20 tys. koni. Trzon tego ataku stanowiły husarskie chorągwie. Muzułmanie nie wytrzymali tego ataku. Najpierw uciekli Tatarzy (lekka jazda), potem spahisi (ciężka jazda), a na końcu padli janczarzy (doborowa piechota). W końcu z pola bitwy uciekł sam Kara Mustafa. Zwycięstwo było zupełne.

Po bitwie Król napisał 2 listy. Do papieża Innocentego XI: ze słowami: Venimus, vidimus et Deus vicit (Przybyliśmy, zobaczyliśmy i Bóg zwyciężył) oraz do królowej Marysieńki: Bóg i Pan nasz na wieki błogosławiony dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały.

2. Dzień straszny

12 września 1939 r. odbyło się spotkanie Najwyższej Rady Wojennej Francji i Wlk. Brytanii w Abbeville we Francji. W spotkaniu wzięli też udział kapitulanci z Monachium: premierzy Francji Daladier i Wlk. Brytanii Chamberlain. Mimo że obaj kraje w myśl traktatów z Polską byli zobowiązani do udzielenia naszemu krajowi pomocy, w Abberville zapadła decyzja, że nie będzie wielkiej ofensywy przeciwko Niemcom. Tego dnia zadecydował się los Polski, w Abberville, a nie na polach toczonej właśnie wtedy największej bitwy tej wojny: nad Bzurą.

Nie ulega wątpliwości, że ofensywa aliantów zmieniłaby losy wojny. Alianci mieli 110 dywizji przeciwko 23 niemieckim, słabo uzbrojonym.

Zachodniacy bardzo obawiali się, że Polska ulegnie niemieckiej presji i podda się. Wtedy Hitler mając zabezpieczone tyły od strony Polski uderzy na nich. Z tego względu Anglia na wiosnę 1939 r. udzieliła Polsce gwarancji, a 25 sierpnia podpisała traktat o wzajemnej pomocy. Z tego też względu 3 września razem z Francją wypowiedziała wojnę Niemcom, żeby Polacy szybko nie skapitulowali i nie dogadali się z Hitlerem.

Na tą decyzję ogromny wpływ miała informacja o pakcie Ribbentrop- Mołotow. Wywiady: amerykański i francuski bardzo szybko zdobyły pełną informację o tym pakcie. W tej sytuacji zdecydowano się poświęcić Polskę w myśl strategii, że wspólna granica niemiecko-sowiecka, powstała na gruzach państwa polskiego, doprowadzi do wojny pomiędzy dwoma totalitaryzmami. Kalkulacja była prawidłowa, ale miała jeden błąd. Nie przewidziano, że Hitler zanim zaatakuje Stalina, najpierw najedzie Zachód.

1 KOMENTARZ

  1. wklejam mój artykuł, który już się nie ukazał:
    W poprzednim artykule opisałem prawdziwych obrońców Europy. Którzy byli nieprawdziwi? W związku z najazdem „uchodźców” odżywa podbijanie Polakom bębenka na nutę „husaria broniła Europy”. Propagandowe tuby przypominają w prymitywnym tonie o bitwie pod Wiedniem. Aby udowodnić absurdalność głoszonych tez, powtórzmy propagandową frazę:
    „W 1983 roku, w bitwie pod Wiedniem, Polska ocaliła Europę”.
    Przeanalizujmy tą tezę od początku, a więc data. Było to po blisko trzydziestu latach reform wezyrów z rodu Köprülü, którzy modernizowali sułtańską armię. Nie robili tego za darmo ani w osamotnieniu: Zachód przez cały ten czas dostarczał Turcji najnowszych rozwiązań technicznych: nowych typów dział, pocisków artyleryjskich czy „strzelb typu hiszpańskiego”, które okazały się tak skuteczne, że wydawano je tylko zaufanym oddziałom janczarów na samą wojnę, po której musieli oddawać w obawie przed puczem. Tureccy żołnierze przypasywali typowe dla Zachodu rapiery, francuscy i inni oficerowie osobiście szkolili turecką armię i brali udział w atakach na Polskę i Węgry.
    Koniecznym jest dodanie, że Turcy nigdy nie atakowali Węgier i Polski bez impulsu z zachodu. Gdy w 1620 roku Osman II wydał rozkaz ataku na Rzeczpospolitą, przeciwny był temu turecki lud i duchowieństwo muzułmańskie. Sułtan, osiemnastoletni, popędliwy pół-Włoch, ogłosił, że na trupie katolickiej Polski poda rękę protestantom. Trzeba dodać do tego trwającą wówczas wojnę trzydziestoletnią protestantów z katolikami. Po przegranej wojnie z Polską janczarzy – najwierniejsza gwardia – zabili sułtana. Czyżby przyszedł rozkaz z zachodu, za to, że się wygadał?
    „W bitwie pod Wiedniem”. W żadnym podręczniku nie uczy się, że Kara Mustafa, atakując stolicę, złamał rozkazy sułtana. Według nich Turcy mieli stanąć na pograniczu, blokując zamek Gyor i wspomagając węgierskie powstanie kuruców(krótko wcześniej kurucom pomagali Polacy), i łupiąc. W takiej sytuacji jakiekolwiek przeciwdziałania habsburskie zostałyby przyjęte na tureckich warunkach(wydanie bitwy lub odwrót bez przeszkód, za to z łupami). Jako że Wiedeń nie był docelowym finałem tureckich działań, Kara Mustafa nie miał odpowiedniej liczby dział do zdobycia tak wielkiej fortecy. Nawet jego pochlebcy po klęsce twierdzili, że mógł zabrać więcej dział oblężniczych, jeśli w tajemnicy ważył zamiar ataku na stolicę Austrii.
    Jeśli Turcy nie mieli szans na zdobycie Wiednia, to jak można mówić o zagrożeniu przez nich Polsce? Tym bardziej, że byli wówczas w pokoju z Rzeczpospolitą?
    Wreszcie „Polska ocaliła Europę”. Tak jak i teraz, wówczas najwięcej terytorium Europy zajmowała Rosja. Ponieważ o tym tuby propagandowe nawet się nie zachrząkną, szukajmy dalej. Może husaria ocaliła Austrię i Prusy, innych wrogów Rzeczypospolitej? Może Kara Mustafa natychmiast po „zdobyciu” Wiednia zagroziłby Londynowi, swojemu partnerowi handlowemu? Może wywiesiłby sztandary Proroka nad sprzymierzonym Paryżem? Także pohukiwania o urządzeniu stajni sułtana w Rzymie nie zasługują na powagę. Apeniny były zagrożone przez Arabów w X wieku (przegonili ich Madziarowie), w XIV wieku Turcy dokonali desantu, wywołując popłoch w Rzymie. Później piraci tureccy i północnoafrykańscy atakowali cele tak odległe jak Wyspy owcze czy nawet Argentyna. Podbicie tak bliskiej Italii, posiadającej tak odpowiedni dla nich klimat, z wojskowego punktu widzenia byłoby możliwe. Ale nie atakuje się partnera handlowego. W Polsce nie uczy się w szkołach, że w XVII wieku trwała oficjalna współpraca piratów angielskich i muzułmańskich przeciw marynarce handlowej państw katolickich. Ale gdyby uczono, jeszcze by ktoś wyciągnął wnioski. Więc zasłania się prawdę husarskimi skrzydłami.
    Żeby nie szukać daleko, weźmy samych Habsburgów, od początku tak zasłużonych dla niszczenia Polski. Wycia propagandystów „kto by pomyślał, że sto lat później będzie pierwszy rozbiór” są jak kulą w płot. Już za bitwy pod Orszą w 1518 roku oraz wojny z Zakonem Krzyżackim w 1525 Austria współdziałała z Prusami i Rosją. Mołdawianie pod Obertynem w 1531 strzelali do Polaków z dział dostarczonych przez Austrię. Nie były to byle jakie armaty, a nie dostaliby ich bez rozkazu z samej góry habsburskiej tyranii, i bez celu, którym było zaszkodzenie Polsce. Na początku XVII wieku Zaporożcy dostawali od cesarzy wiedeńskich pieniądze, trąby i chorągwie – na znak, że mają walczyć na żołdzie Austrii, na jej zawołanie i pod jej sztandarami. Było to jawne wypowiedzenie wojny Polsce. Przez cały konflikt z Turcją 1683-99 Austria sabotowała próby podboju przez Polskę Mołdawii i Wołoszczyzny i nawet nie wspierała podczas negocjacji. A więc nie „sto lat później”, tylko dwieście wcześniej oraz jeszcze dawniej (że wspomnę tylko postawę Austrii podczas wojny w 1410-11 czy Suche Kruty), oraz w trakcie samej „odsieczy”. Powstanie Rakoczego czy traktat trzech czarnych orłów też nie „sto lat później”…
    Kończąc temat odsieczy wiedeńskiej należy zaznaczyć, że Sobieski, sojusznik Francji, będącej sojusznikiem Turcji, wstąpił na tron z zamiarem zakończenia wojny z Turcją, a nie szturmowania Stambułu. Zwycięska obrona Żórawna i pokój zawarty w 1676 rozwiązały królowi ręce do walki o odzyskanie Prus. Mimo sojuszu z Francją i Szwecją, jak wiadomo nic nie wyszło z owych planów. Być może zadziałały tu habsburskie pieniądze, które rozbiły sojusz polsko-francuski, tak zabójczy dla wiedeńskiej hydry.
    Rosja również nie zaczynała działań wrogich wobec Rzeczypospolitej bez sygnału danego z zachodu. Oczywiście piewcy „zdobywania Moskwy” nie zająkną się, że w 1612 i za każdym innym razem Polacy walczyli ze szkockimi i niemieckimi najemnikami na służbie carów. Ówczesna Tuła produkowała najwyżej dwa tysiące piszczeli(strzelba o świetnych osiągach) rocznie. W 1631 roku, przed wojną o Smoleńsk, Zachód dostarczył Rosji 19000 muszkietów i 5000 sztuk broni siecznej. Gdy polscy posłowie objeżdżali kraje zachodu w 1620, gotując się do obrony przed Turcją, przywieźli garść broni. Dwadzieścia tysięcy strzelb to ogromna liczba – komuś musiało bardzo zależeć, by Rosja zgniotła Rzeczpospolitą. Pozostaje przypomnieć, jak nie w smak oświeconej Europie były zwycięstwa Stefana Batorego nad Rosją.
    Wraz z zakończeniem wojny trzydziestoletniej, w 1648 roku, skończyła się wojna osiemdziesięcioletnia, tworząca morską potęgę heretyckich Niderlandów. Wojna trzydziestoletnia była tylko pierwszym aktem długiego przedstawienia. Skoro nie udało się w nią wciągnąć Rzeczypospolitej, w tym samym roku Bohdan Chmielnicki rozpoczął wojnę totalną. Rok wcześniej car Aleksiej Michajłowicz kupuje na Zachodzie 5000 pistoletów. Na pewno przez przypadek. Gdy po bitwie pod Batohem Polska błyskawicznie odbudowała armię przez masowy zaciąg Tatarów, Wołochów i Kaukazczyków, na Litwę spadła Moskwa, wiodąc niemieckie i szkockie pułki najemne. W bitwie pod Gródkiem główną siłę Moskali stanowiła typowo zachodnia rajtaria. Od zachodu uderzyli Szwedzi, a niemieckie Prusy wykonały zadanie. Jakby ktoś chciał wypominać Węgrom najazd Rakoczego za „potopu”, to większość jego armii stanowiły najemne oddziały z południowych Bałkanów – Bośniacy, Grecy, Turcy i inni. Gdyby nie Europa, Rakoczy nie miałby funduszy na kupienie w krótkim czasie tak potężnej armii, wzmocnionej swojskimi Kozakami. I po swojsku łupiącymi. Austria za posiłki dla Polski podczas „potopu” zażądała Wieliczki. Wojna, wywołana przez kozackiego hetmana, zakończyła się w 1667 roku wzmocnieniem Prus i Rosji. Na Zachodzie wstrzymano kupowanie polskiego zboża.
    Jak widać, ględzenie o tym, że „Polska broniła Europy przed Wschodem” jest żałosne, lecz propaganda o tak słabych podstawach szerzy się nadal. Ktoś wrzuca mema z szarżującą husarią i podpisem(pisownia oryginalna): „Panowie król Jan powiedział że jak nie rozdepczemy tych muzułmanów to nie ma już Polski!” Tymczasem to przez powtarzanie takiej propagandy może nie być Polski.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here