Szczyt Bezpieczeństwa Nuklearnego -Waszyngton 2016 fot. Wkipedia CC 2.0 autor: Gobierno de Chile

Przykładem atomowej bezradności wielkim był ostatni szczyt bezpieczeństwa, który odbył się w Waszyngtonie półtora roku temu.

Szczyt Bezpieczeństwa Nuklearnego to inicjatywa poprzedniego prezydenta USA, Obamy. Światowa elita przez wiele lat traktowała zagrożenie nuklearne trochę z przymrużeniem oka. Nie wyobrażano sobie, że ktoś może użyć broni jądrowej. Teraz, kiedy wielu ludzi ma poczucie, że świat zmierza do kolejnej wojny, każdy następny szczyt nabiera trochę większego znaczenia.

Szczyt to spotkanie kilkudziesięciu głów państw lub premierów, którzy wspomagani przez ekspertów radzą, jak zapobiec Armagedonowi. W zasadzie to jednak nadal spotkanie o charakterze bardziej medialnym niż merytorycznym. Zauważyli to nawet jego organizatorzy, bowiem prezydent Obama oświadczył, że to spotkanie jest ostatnim szczytem w tej formule.

Co nam grozi?
Ostrożne szacunki mówią, że na świecie jest ok. 1400 ton wysoko wzbogaconego uranu i przeszło 500 ton plutonu. Oznacza to, że można z tych materiałów zbudować ponad 100 tys. bomb atomowych o mocy takiej jak te, które zrzucono na Japonię w 1945 roku. Ten materiał jest obecnie w posiadaniu 24 państw. Część z nich posiada już broń masowego rażenia, natomiast większość jeszcze nie, ale ma technologiczną możliwość jej wyprodukowania.

Najwięcej państw już posiadających tę broń znajduje się w Azji (Chiny, Korea Płn., Indie, Pakistan, Izrael plus częściowo azjatycka Rosja). Prawdziwe zagrożenie może przyjść jednak z innej strony. Ogromna większość państw świata posiada materiał radiologiczny wykorzystywany m.in. w medycynie, ale nie tylko. Z tego materiału można wyprodukować tzw. brudne bomby.

Mogą być one substytutami bomb atomowych. Ich użycie nie zniszczy ludzi, innych żywych istot i infrastruktury w takim stopniu jak broń jądrowa, ale spowoduje przede wszystkim promieniotwórcze skażenie terenu na znaczną skalę. To uderzyłoby w straszny sposób w gospodarkę danego kraju, przede wszystkim w eksport towarów z tego kraju i turystykę.

Cel szczytu
Tego rodzaju szczyty odbywają się od 2010 roku co dwa lata. Udział w nich bierze zazwyczaj ok. 50 najbardziej wpływowych państw świata i kilka międzynarodowych organizacji. Ich cele to przede wszystkim zapobieganie terroryzmowi nuklearnemu, a w dalszej kolejności ograniczenie liczby państw mogących wyprodukować broń jądrową.

To pierwsze ma polegać na ścisłej kontroli posiadanych materiałów, żeby nie dostały się w niepowołane ręce, oraz na ścisłej współpracy miedzy państwami w tym względzie. To drugie zaś ma m.in. polegać na zwiększeniu nacisku na państwa w celu redukcji używania wysoko wzbogaconego uranu i plutonu.

Nieobecni Azjaci
Na szczycie nie było trzech państw mających znaczący wpływ na nuklearną sytuację w świecie. To Rosja (największe azjatyckie państwo pod względem terytorium), Iran i Korea Płn. Rosja, na którą Unia Europejska i USA nałożyły sankcje gospodarcze za zabór Krymu i agresję na Ukrainę, ostentacyjnie zrezygnowała w udziale w szczycie już w październiku.

Oficjalnym powodem – jak podał minister Ławrow – jest faworyzowanie USA przez fakt, że ten szczyt znowu odbędzie się na terenie tego kraju. Minister uznał, że jest to mieszanie się w pracę międzynarodowych organizacji i że Waszyngton próbuje grać rolę głównego i uprzywilejowanego gracza. Ławrow dodał, że Rosja skoncentruje się na współpracy z IAEA (Międzynarodową Agencją Energii Atomowej).

Nieobecność Rosji wynika oczywiście z czegoś innego. Zarówno ten kraj, jak i jego prezydent są bojkotowani na forum międzynarodowym przez część państw, głównie ze świata zachodniego. Moskwa wyleciała ze spotkań grupy G8, która przez to zamieniła się w grupę G7. Na spotkaniu G20 w Australii prezydent Putin czuł się tak nieswojo, że pospiesznie opuścił to forum jeszcze przed zamknięciem obrad, rzekomo żeby zdążyć w poniedziałek do pracy.

Rosja, która wypadła z pierwszej ligi światowej, chce koniecznie do niej wrócić, ale najwięksi (USA, Chiny) nie widzą w tym żadnego interesu – i to jest tak naprawdę drugi powód nieobecności władcy Kremla. Nieobecność Rosji nie jest niestety niczym dobrym. To kraj dysponujący nie tylko największym na globie potencjałem rakiet z głowicami jądrowymi, ale też ogromnymi w skali światowej zasobami materiałów nuklearnych (połowa uranu i 1/3 plutonu), które nie są niestety najlepiej zabezpieczone.

To ostatnie w połączeniu z wszechobecną korupcją w tym kraju czyni prawdopodobną możliwość dostania się broni masowego rażenia w niepowołane ręce. Warto przypomnieć, że w latach dziewięćdziesiątych XX wieku gen. Lebiedź, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji, stwierdził, że w okresie zaraz po rozpadzie ZSRS zniknęło kilkadziesiąt walizek atomowych, czyli minibomb atomowych. Warto również zaznaczyć, że Rosja odegrała znaczącą rolę w budowie programu atomowego dwóch innych państw z Azji: Korei Płn. i Iranu.
Nieobecność przedstawicieli Iranu nie jest niestety czymś pozytywnym, ale prezydent Obama pochwalił ten kraj za wywiązywanie się z porozumienia o ograniczeniu programu nuklearnego, jakie zawarł z ze światowymi mocarstwami i UE.

Inaczej wygląda sprawa z Koreą Północną, która była tematem dość istotnych debat.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here