Premier Japonii Shinzo Abe fot. Wikipedia CC 0.0 autor: TTTNIS

W Japonii w 2016 roku odbyły się wybory do wyższej izby parlamentu. Ich wynik umożliwi premierowi Abe rozpoczęcie procedury zmiany konstytucji, a w jej następstwie budowę nowej japońskiej armii. Obecna konstytucja zabrania jej posiadania. Japonia dysponuje tylko tzw. siłami samoobrony. Droga do budowy nowej armii nie będzie jednak łatwa. Proces ma wielu przeciwników.

Japońskie częściowe wybory do wyższej izby parlamentu, które miały miejsce w ubiegłym roku, przyniosły triumf rządzącej koalicji. Zwykle wybory do Izby Radców (odpowiednik naszego Senatu) nie cieszą się większym zainteresowaniem zagranicznych mediów. Tym razem było inaczej.

Wiadomo było, że rządząca Japonią koalicja centroprawicowej Partii Liberalno-Demokratycznej oraz centrowej partii Nowe Komeito wygra wybory, ale do zmiany konstytucji potrzebne jest 2/3 głosów. Obie partie w sumie zwiększyły swój stan posiadania. Pierwsza o sześciu, a druga o pięciu radców, przede wszystkim kosztem głównej partii opozycyjnej – Partii Demokratycznej, która straciła dokładnie 11 radców.

Wyborcza większość

Ogółem w liczącej 242 członków Izbie Radców koalicja rządząca będzie miała ich 146, a więc mniej niż większość 2/3, wynosząca 162 głosy. Zblokowana opozycja czterech partii przeciwna zmianom konstytucji ma w tej chwili 73 radców, a więc mniej niż 1/3 głosów, potrzebnych do storpedowania zmiany ustawy zasadniczej.

O ostatecznym poparciu planów rządu zadecyduje tzw. trzecia siła, czyli te partie i ugrupowania, które są także w opozycji do rządu, ale w znaczniej mierze popierają plany zmiany konstytucji. Mają one w Izbie Radców 23 głosy. Uważa się, że rząd może liczyć na 18 z nich. Abe ma więc prawdopodobnie 164 „szable”, a więc o dwie więcej niż wynosi wymagana do zmiany konstytucji większość. Wentyl bezpieczeństwa jest więc symboliczny, a sama zmiana konstytucji niepewna. Nic dziwnego, że po wyborach premier Abe nie był w pełni zadowolony i oświadczył, że zmiana ustawy zasadniczej nie będzie łatwa.

Konstytucja

Japońska konstytucja nie jest dziełem japońskiego narodu. Została sporządzona przez Amerykanów i narzucona Japończykom przez gen. MacArthura, głównodowodzącego sojuszniczych sił okupacyjnych w Japonii. Dysponując nieograniczoną władzą w Japonii, general nie użył jej do rewanżu na Japończykach, ale stworzył polityczny system mający przekształcić Kraj Wschodzącego Słońca w demokrację. Konstytucji wyznaczono centralne miejsce w tym systemie.

Używając obecnej nomenklatury, można powiedzieć, że MacArthur użył miękkiej siły zamiast twardej. Projekt okazał się sukcesem. Konstytucja została uznana i przyjęta przez japoński naród i zakotwiczyła się na tyle, że do tej pory ani razu nie została zmieniona. W tej samej formie obowiązuje 70 lat.

Dokument można zmienić, jeśli każda z obu izb zatwierdzi zmiany większością co najmniej 2/3 głosów ogólnej liczby członków każdej z nich (w izbie niższej po tegorocznych wyborach Abe ma nadal tą większość). Następnie zmiana musi zostać potwierdzona w referendum większością ogólnej liczby głosujących. Formalnie zmiany wchodzą w życie w momencie podpisania ich przez cesarza. Zmiana ustawy zasadniczej jest więc procesem raczej długotrwałym i w ostatecznym rachunku niepewnym.

Co Shinzo Abe chce zmienić?

Konstytucja zabrania posiadania sił zbrojnych: lądowych, morskich i powietrznych oraz innych środków mogących służyć wojnie. Odebrano też Japonii prawo państwa do prowadzenia wojny, którego wyrzekła się na zawsze, a także zabroniono użycia groźby jako środka rozwiązywania sporów międzynarodowych. Zasady konstytucji, która weszła w życie 3 maja 1947 roku, zostały szybko zweryfikowane przez życie.

Wybuch wojny w Korei i relokacja amerykańskich jednostek z Japonii do tego kraju pozbawiły cesarstwo jakiejkolwiek ochrony militarnej w obliczu ewentualnego zagrożenia wojennego ze strony Związku Sowieckiego. Ten sam MacArhur, który kompletnie zlikwidował jakiekolwiek siły zbrojne Japonii, był zmuszony powołać militarny korpus. W celu zgodności z konstytucją nie użyto nomenklatury wojskowej, tylko nazwano go narodowymi rezerwami policji, które ostatecznie przemianowano na Japońskie Siły Samoobrony (JSS).

JSS są obecnie prawie armią. Świetnie wyposażone i wyszkolone, bardzo dobrze finansowane (ok. 50 mld dolarów rocznie!), ale pozbawione broni ofensywnej i rakiet dalekiego zasięgu. W dodatku żołnierze nie są uważani za żołnierzy i oficjalnie są pracownikami cywilnymi ze wszystkimi prawnymi konsekwencjami tego stanu rzeczy, takimi jak np. bezproblemowe odejście ze służby na zasadzie wypowiedzenia ze strony pracownika.

Formalnie w JSS służą ochotnicy, ale gorszego sortu. Najlepsi absolwenci uczelni wybierają korzystniejsze finansowo prace w firmach. W efekcie praca w JSS nie jest uważana za prestiżową.

Premier Abe, jego rząd i jego partia uznali, że ten stan rzeczy trzeba koniecznie zmienić. Zinterpretowano konstytucję w sposób umożliwiający japońskim koncernom eksport uzbrojenia oraz dopuszczono możliwość przyjścia z pomocą zaatakowanym sojusznikom.

Dla Abe to jednak mało. W sytuacji wielkiej rozbudowy chińskiej armii i ciągle ponawianych gróźb ze strony KRLD Abe uznał, że Japonia powinna mieć w pełni profesjonalną armię, pozbawioną wszelkich ograniczeń zarówno w uzbrojeniu, jak i w charakterze działań oraz w strukturze zatrudnienia.

Przeciwnicy – Japończycy

W Japonii pomysły Abe mają wielu przeciwników. Japońskie społeczeństwo jest niezmiernie pacyfistyczne. Po pierwsze – jest to skutkiem przegranej wojny i poniesionych strat. Po drugie – jest to wynik konsumpcjonizmu i wysokiego standardu życia. Po trzecie – uważa się, że USA obronią Japonię. Ta mieszanka doświadczeń i poglądów przez wiele lat czyniła społeczeństwo Kraju Wschodzącego Słońca jednym z najbardziej pacyfistycznych na świecie.

Widać jednak, że sytuacja się zmienia. Najlepiej świadczą o tym rzeczone wybory i wzrost poparcia dla koalicji chcącej przywrócenia armii. Wymarło pokolenie, które przeżyło traumę przegranej wojny, coraz więcej ludzi odczuwa zewnętrzne zagrożenie. Ustawiczne grożenie Japonii przez reżim z Pjongjangu, niezależnie od stopnia realności, robi swoje. Równocześnie jednak zmiany odnośnie eksportu japońskiego uzbrojenia, prawo przyjścia z pomocą zaatakowanym sojusznikom czy zagraniczne pokojowe misje JSS spotykały się zawsze z dużym oporem i wielotysięcznymi demonstracjami.

Nie inaczej będzie teraz. Abe jest jednak zdeterminowany utworzyć nową armię. O jego determinacji mogli przekonać się koalicyjni sojusznicy z partii Nowe Komeito. Formacja wywodząca swoje idee z buddyzmu jest z natury bardzo pacyfistyczna. Buddyści z Nowego Komeito za swoją główną ideę uważają humanitaryzm z podkreśleniem szacunku dla ludzkiego życia. Początkowo nie wyrażali zgody zmianę konstytucji, ale w końcu i oni ulegli presji premiera.

Przeciwnicy – sąsiedzi

Japońskie plany budzą gwałtowny sprzeciw w dwóch państwach: w Chinach i w Korei Płd. Oba zaznały nieludzkich cierpień od japońskiej armii w pierwszej połowie XX wieku, a szczególnie w ciągu II wojny światowej. Atawistyczne okrucieństwo, jakie wtedy stało się udziałem japońskich okupantów, na długo zapadło w pamięć Chińczykom i Koreańczykom.

Japońscy premierzy wielokrotnie przepraszali za te okrucieństwa i za wojnę, ale w opinii Pekinu i Seulu robili to we własnym imieniu, a nie w imieniu Japonii. Uważa się ponadto, że nie wykazywali przy tym należnej skruchy. Obie stolice wskazują też – moim zdaniem słusznie – że japoński system edukacyjny niemal kompletnie ignoruje zbrodnie popełnione przez japońską armię w czasie II wojny światowej, przeto ich świadomość w japońskim społeczeństwie jest niemal żadna. Resentymenty względem Japonii są bardzo żywe zarówno w Chinach, jak w Korei.

Dla Chińczyków Japończycy są najbardziej nielubianym narodem. Z wzajemnością. Stopień wzajemnej niechęci osiąga w obu krajach 90% ankietowanych. W Korei resentymenty są tak silne, że przeszkadzają w nawiązaniu ściślejszej współpracy – i to pomimo nacisków w tym względzie ze strony ich wspólnego protektora, tzn. USA. Chiny i Japonia protestują nie tylko z powodu resentymentów oraz prostego faktu, że zbrojenia sąsiada zazwyczaj nie są mile widziane. Japonia jest uwikłana w serię konfliktów terytorialnych z oboma wspomnianymi państwami oraz z Rosją.

Z Moskwą o Wyspy Kurylskie, z Seulem o Archipelag Dok Do/Takeshima, który aktualnie jest w koreańskim posiadaniu. Najbardziej nabrzmiały jest aktualnie konflikt z Pekinem o archipelag Senkaku/Diaoyu. Te z wyspy z kolei są w posiadaniu Japonii. Nie wnikając w istotę sporu, rozbudowa militarnej siły Japonii będzie odbywała się m.in. pod kątem wzmocnienia środków obrony tych wysp. JSS cierpią na brak piechoty morskiej oraz na niedostateczną, zdaniem Tokio, obronę przeciwlotniczą. Z tego powodu budowa nowej armii na pewno położy nacisk na rozwój w tych aspektach.

Dodatkowo sytuację zaognia osoba premiera Shinzo Abe. To postać wyjątkowo znienawidzona w Chinach. Po matce to wnuk powojennego premiera Nobusuke Kishi, który w czasie II wojny światowej był ministrem, a więc w oczach Chińczyków członkiem zbrodniczego rządu. W dodatku sam Shinzo Abe w jednym z wywiadów stwierdził, że geny oddziedziczył nie po ojcu (Shintaro Abe, ministrze spraw zagranicznych), ale właśnie po dziadku Kishi.

Japoński punkt widzenia

Pod względem liczebności JSS zajmują ostanie miejsce wśród sąsiadów. Chiny mają armię liczącą 2,25 mln żołnierzy, Rosja i Korea Płn. mają armie ponadmilionowe, Korea Płd. ma pod bronią 700 tys. żołnierzy. JSS liczą zaledwie ćwierć miliona ludzi. Mimo że przy stanie obecnej techniki wojskowej liczebność armii straciła wiele na znaczeniu, to jednak tak wielka różnica ilościowa robi wrażenie. Szczególnie jest to widoczne w porównaniu z chińską armią, na którą Pekin systematycznie wydaje coraz więcej pieniędzy.

Ocenia się, że wydatki na armię są w Chinach czterokrotnie wyższe niż w Japonii. Tokio uważa, że Pekin prowadzi nie tylko stałą modernizację i rozbudowę swojej armii, ale też agresywną politykę w celu zdominowania regionu. Japończycy żywią przekonanie, że Chiny dążą do wojny. Dodatkowo ich obawy wzmacnia nieodpowiedzialna polityka Korei Płn., która nie tylko wyprodukowała broń atomową i co chwila ogłasza, że zniszczy Koreę Płd. i USA, ale także testuje rakiety o coraz większym zasięgu. Nic więc dziwnego, że Japonia chce się zbroić.

1 KOMENTARZ

  1. może kupia od nas groty, jak ma byc nowoczesnie. my tez robimy armie od zera, moze by tak wspolnie? maja swietna lacznosc d-star opracowana dla cywili moze by tak zrobic taka mesh dla wojska? tetra niestety jest slaba, a i cyfrowosc jest dyskusyjna.

    moglibysmy razem robic rakiety, mamy potencjal. razem zawsze lepiej.

    No i procesory. powinnismy po prostu postawic fabryke. nie musza byc wielkie, niech bedzie to pokroju esp8266 jakie robia chinczycy ale niech bedzie nasze, bezpieczne i bez backdorow

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here