Buddyzm narodził się w Indiach, ale dziś praktycznie nie istnieje w tym kraju, gdzie walkę o rząd dusz przegrał z hinduizmem i islamem. Światową „karierę” zrobił gdzie indziej – w Azji Południowo-Wschodniej i Wschodniej. To ten region jest dziś bazą buddyzmu – od Birmy po Japonię. Nie ulega wątpliwości, że ze względu na potencjał ludnościowy Chin najwięcej buddystów mieszka w Państwie Środka. Ilu ich jest, nie wiadomo.

Niektóre szacunki mówią nawet o 20% chińskiej populacji. To oznaczałoby, że wyznawców buddyzmu jest w Chinach nawet ponad 250 milionów.

Buddyzm w Chinach jest niewiele młodszy od cesarstwa chińskiego. Tam dotarł z Indii, prawdopodobnie w chrystusowych czasach, a nawet wiek wcześniej. Prawdziwy rozwój nastąpił w czasach wczesnego średniowiecza, które podobnie jak w Europie były czasem chaosu. To okres rozpadu Chin na wiele państw, nieustannych wojen domowych i rządów koczowników nad ogromnymi terenami tego kraju. Ludzie szukali pocieszenia, ukojenia i oderwania się od rzeczywistości. Dawał to buddyzm. W epoce dynastii Tang (618-907) buddyzm stał się na tyle mocny, że można mówić o istnieniu państwa w państwie.

Jeden z cesarzy tej dynastii uznał, że tak wielki rozwój obcej Chinom religii jest zagrożeniem dla państwa i dokonał zniszczenia materialnej podstawy tej religii. Zniszczono kilka tysięcy klasztorów, kilkadziesiąt tysięcy świątyń i kaplic, a kilkaset tysięcy mnichów i mniszek przypisano do stanu chłopskiego. Warto zwrócić uwagę na motyw, jakim m.in. kierowano się przy niszczeniu bazy tej religii. „Obcy”, „niezgodny z chińską tradycją” – mimo że buddyzm był już zakorzeniony w Chinach od tysiąca lat.

Warto dodać, że na motyw obcości jako podstawy do prześladowania lub dyskryminowania wierzeń o niechińskich korzeniach powoływano się również w czasach nam znacznie bliższych. Buddyzm już wtedy był nie tylko zakorzeniony, ale – co bardzo ważne – bardzo schińszczony. Chiński buddyzm, zwany Chen, przejął z wzajemnością pewne wartości od drugiej wielkiej religii Chin – taoizmu – oraz od konfucjanizmu, będącego doktryną społeczno-etyczną. W pewnym sensie można mówić o synkretyzmie tych religii i tej doktryny.

2 KOMENTARZE

  1. „Ludzie szukali pocieszenia, ukojenia i oderwania się od rzeczywistości. Dawał to buddyzm.” – no musze przyznac ze większego debilizmu to jeszcze nie słyszałem… akurat jesli chodzi o oderwanie od rzeczywystości, to predzej bym podejrzewał chrzescijanstwo i kazda religie która wszystko zwala na istnienie jakiegoś boga kreatora…. dobre… oderwanie od rzeczywistości. Panie Wojciechu tomaszewski – buddyzm nigdy nie byl jakims mistycznym odlotem jak np chrescijanstow- wrecz przeciwnie – nie ma mysli filozoficznej która bardziej by stała na ziemi niz Nauki Buddy. Słyszał pan kiedys o czyms takim jak awerness? mindfulnes? a? to może warto poczytac książki jakis zanim się takie głupoty godne analfabety bedzie waliło … uwaznośc i przytomność umysłu to jedne z kilku metod, których użwya się by odkryc- zobaczyc prwadziwą naturę zjawis, rzeczywistosci ….nikt tu nie łyka LSD jak to robia w kosciołych róznych bogów, tylko ostro się pracuje ze świadomością – bo tu nie mozna na nic zwalic swoich chorób i cierpień – nie istnieje wszechmocny kreator, kreatoerm jest umysl obserwatora i obserwator wie że cierpienie i szczescie jakiego doswiadcza pochodzi z jego własnego umysłu. Panie Wojciechu – WSTYD – NIE WIE PAN O CZYM PAN PISZE, TYLKO PISZE PAN TO CO MYSLI PAN ZE PAN WIE, A WIE PAN NIC ALBO NIEWELE….

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here