Prof. Hans Hermann Hoppe fot. Wikipedia CC 3.0

Polityka Unii Europejskiej prowadzi do tego, że ludzie produktywni biednieją, a stale zwiększa się liczba ludzi nieproduktywnych, którzy się bogacą – mówi w rozmowie z Tomaszem Cukiernikiem prof. Hans-Hermann Hoppe.

Tomasz Cukiernik: Jaka jest Pana ocena współczesnej Europy Zachodniej, a w szczególności Unii Europejskiej?

Prof. Hoppe: Wszystkie partie polityczne w Europie Zachodniej, bez względu na ich różne nazwy i programy partyjne, aktualnie są przywiązane do tej samej idei demokratycznego socjalizmu. Wykorzystują demokratyczne wybory, aby legitymizować opodatkowanie ludzi produktywnych na rzecz ludzi nieproduktywnych.

Opodatkowują ludzi, którzy zarobili swoje pieniądze i zgromadzili swoje bogactwo poprzez produkcję towarów i usług, które są następnie dobrowolnie kupowane przez konsumentów (w tym oczywiście także przez bogatych), a następnie redystrybuują skonfiskowane łupy na swoją korzyść, tj. na rzecz demokratycznego państwa, które kontrolują lub mają nadzieję kontrolować, a także na korzyść politycznych przyjaciół, popleczników i potencjalnych wyborców.

Oczywiście nie nazywają tej polityki właściwymi słowami: karanie produktywnych i nagradzanie nieproduktywnych. Nie brzmi to zbyt atrakcyjnie. Zamiast tego wykorzystują zawsze popularne uczucie zawiści, głosząc, że opodatkują niewielu „bogatych”, aby wspierać wielu „biednych”. W rzeczywistości jednakże poprzez swoją politykę powodują, że coraz więcej produktywnych ludzi biednieje, a stale zwiększa się liczba ludzi nieproduktywnych, którzy się bogacą.

A co z Unią Europejską?

Gdy spojrzymy na Unię Europejską, obraz staje się nawet gorszy. Unia Europejska jest pierwszym krokiem na drodze w kierunku budowy europejskiego superpaństwa i ostatecznie jednego rządu światowego, zdominowanego przez USA i ich bank centralny, Fed. Od samego początku, i to mimo głośnych politycznych proklamacji o przeciwnym brzmieniu, w Unii Europejskiej nigdy nie chodziło o wolny handel i wolną konkurencję.

Do tego nie potrzeba dziesiątków tysięcy stron przepisów i regulacji. Głównym celem Unii Europejskiej, wspieranym w całej rozciągłości przez USA, było zawsze raczej osłabienie w szczególności Niemiec jako europejskiego gospodarczego mocarstwa. Aby to ułatwić, Niemcy zostały wysłane w pozornie nigdy niekończącą się „podróż winy” i w ten sposób zmuszone do transferu coraz większej części już ograniczonej (przez USA) suwerenności na rzecz Brukseli.

Szczególnie godny uwagi jest fakt, że Niemcy poddały swoją suwerenność monetarną i zrzekły się swojej tradycyjnej „silnej” waluty, marki niemieckiej, na rzecz „słabego” euro, emitowanego przez Europejski Bank Centralny, złożonego w przeważającej części z politycznie powiązanych bankierów centralnych z krajów mających tradycyjnie „słabe” waluty.

W związku z tym Unia Europejska charakteryzuje się trzema głównymi cechami. Po pierwsze – harmonizacja systemów podatkowych i struktury regulacyjnej we wszystkich krajach członkowskich, aby zredukować konkurencję ekonomiczną, a w szczególności konkurencję podatkową pomiędzy różnymi państwami, i spowodować, by wszystkie kraje były jednakowo niekonkurencyjne.

Po drugie – na samej górze ekonomicznej i moralnej perwersyjności w każdym kraju karzącym produktywność i dotującym nieproduktywność dochodzi jeszcze jedno kłamstwo międzynarodowej redystrybucji dochodów i bogactwa: karanie wydajniejszych gospodarczo krajów, takich jak Niemcy i inne państwa Europy Północnej oraz nagradzanie gorzej działających (głównie z Europy Południowej), co powoduje stopniowe równe staczanie się wydajności gospodarczej wszystkich krajów.

I po trzecie, co szczególnie narasta w ciągu ostatniej dekady – aby przełamać rosnący w wielu państwach opór przeciwko stale zwiększającemu się transferowi krajowej suwerenności do Brukseli, Unia Europejska jest w krucjacie erodowania i ostatecznie zniszczenia całej narodowej identyfikacji oraz całej społecznej i kulturowej jedności krajów. Idea narodu oraz zróżnicowanej narodowej i regionalnej tożsamości jest wykpiwana, a w to miejsce wciskany jest multikulturalizm jako niekwestionowane „dobro”.

Również w promowaniu nadawania prawnych przywilejów i „specjalnej ochrony” dla każdego, poza białym heteroseksualnym mężczyzną, a szczególnie żonatym mężczyzną (który jest portretowany jako historyczny „ciemiężyciel”, winny odszkodowania każdemu innemu określanemu jako jego historyczna „ofiara”) – co eufemistycznie nazywane jest „antydyskryminacją” lub „polityką „akcji afirmatywnej” – naturalny porządek społeczny jest systematycznie poważany. Normalność jest karana, a nienormalność i dewiacja jest nagradzana.

Czy w takim razie można powiedzieć, że rządzący Unią Europejską politycy są nawet gorsi od polityków krajowych?

I tak, i nie. Z jednej strony wszyscy demokratyczni politycy, niemal bez wyjątku, są demagogami bez zahamowani moralnych. W jednej z moich książek, noszącej tytuł „Konkurencja oszustów”, pokazane jest to, czym naprawdę jest demokracja i politycy partii demokratycznych. Różnica pomiędzy politycznymi elitami Berlina, Paryża, Rzymu itp. a tymi, którzy dają przedstawienie w Brukseli, jeśli jakakolwiek jest, to jest niewielka.

W rzeczywistości elity Unii Europejskiej są typowymi politycznymi karierowiczami z taką samą mentalnością jak ich krajowi odpowiednicy czatujący na bardzo sute płace, świadczenia i emerytury płacone przez Unię Europejską.

Z drugiej strony elity Unii Europejskiej są oczywiście gorsze niż ich polityczni kumple w kraju, dlatego że ich decyzje i postanowienia zawsze dotykają znacznie większej liczby ludzi.

W związku z tym jak Pan przewiduje przyszłość Unii Europejskiej?

Unia Europejska i Europejski Bank Centralny to moralne i ekonomiczne monstra w łamaniu prawa naturalnego i praw ekonomicznych. Nie można ciągle karać produktywności i sukcesu, a nagradzać próżniactwa i nieudaczności bez końcowego efektu w postaci katastrofy. Unia Europejska będzie spadała od jednego kryzysu gospodarczego do następnego i ostatecznie zostanie rozerwana na strzępy. „Brexit”, z którym właśnie mamy do czynienia, jest tylko pierwszym krokiem w nieuchronnym procesie przekazania władzy i politycznej decentralizacji.

Czy jest coś, co w tej sytuacji może zrobić zwykły obywatel?

Po pierwsze – zamiast wierzyć w głośny bełkot polityków o „wolności”, „dobrobycie”, „sprawiedliwości społecznej” itp., ludzie muszą nauczyć się rozpoznawać Unię Europejską taką, jaka jest: to gang potężnych oszustów umacniający władzę i bogacący się kosztem innych, produktywnych ludzi. Po drugie – ludzie muszą rozwijać jasną wizję, alternatywną do aktualnego bagna: nie europejskie superpaństwo czy nawet federacja państw narodowych, ale wizja Europy złożonej z tysięcy Liechtensteinów i szwajcarskich kantonów, zjednoczonych przez wolny handel i będących w konkurencji pomiędzy sobą w zamiarze oferowania jak najatrakcyjniejszych warunków dla produktywnych ludzi, który sami zadecydują, czy zostać, czy się przenieść.

Czy może Pan porównać sytuację w USA i w Europie?

Różnica pomiędzy sytuacją w USA i w Europie Zachodniej jest znacznie mniejsza, niż się generalnie przypuszcza po obu stronach Atlantyku. Po pierwsze – rozwój w Europie po zakończeniu II wojny światowej był dokładnie obserwowany, sterowany i manipulowany czy to przez groźby, czy łapówki elit politycznych z Waszyngtonu.

W gruncie rzeczy Europa stała się uzależniona, stała się satelitą czy wasalem USA. Na to wskazuje z jednej strony fakt, że amerykańskie wojska stacjonowały w całej Europie, do teraz są niemal przy rosyjskiej granicy. Z drugiej strony wskazują na to stałe pielgrzymki – odbywające się bardziej regularnie i posłusznie niż jakiekolwiek pielgrzymowanie muzułmanów do Mekki – europejskich elit politycznych i ich intelektualnych strażników do Waszyngtonu w celu otrzymania błogosławieństwa od swoich panów. Szczególnie elita polityczna Niemiec, której kompleks winy przybrał w międzyczasie status czegoś w rodzaju choroby psychicznej dostrzeganej w jej tchórzostwie, uległości i służalczości.

Także jeśli chodzi o sprawy wewnętrzne, to mylą się zarówno Europejczycy, jak i Amerykanie. Europejczycy nadal często uważają USA za „krainę wolności”, surowego indywidualizmu i nieskrępowanego kapitalizmu. Podczas gdy Amerykanie, jeśli wiedzą albo twierdzą, że wiedzą cokolwiek o świecie poza USA, często widzą Europę jako miejsce szurniętego socjalizmu i kolektywizmu, całkowicie obcego ich własnej „amerykańskiej drodze”. W rzeczywistości nie ma zasadniczych różnic pomiędzy „demokratycznym kapitalizmem” w USA a europejskim „demokratycznym socjalizmem”.

Z pewnością Ameryka zawsze miała więcej orędowników wolnorynkowego kapitalizmu i nadal przyciąga wielu najlepszych i najinteligentniejszych ludzi na świecie, i rzeczywiście opodatkowanie jako procent PKB w USA jest niższe niż w większości krajów europejskich – ale niewiele i aktualnie jest wyższe niż na przykład w nie będącej członkiem UE Szwajcarii. A jeśli chodzi o zadłużenie rządu USA w relacji do PKB, to obecnie jest ono wyższe niż w większości europejskich państw i lokuje USA w tej samej lidze ekonomicznego koszyka co na przykład Grecja.

Ale prawdą jest też to, że w USA można nadal mówić, co tylko się chce, bez obawy o odpowiedzialność karną, podczas gdy korzystając z tej samej wolności w większości krajów Europy, można wylądować w więzieniu. Jednakże choroba „politycznej poprawności”, „niedyskryminacji” i „akcji afirmatywnej”, która jak epidemia obecnie zdobywa szeroką popularność na Zachodzie, pochodzi z USA od legislacji tzw. praw obywatelskich z lat sześćdziesiątych i to w USA przybrała największe rozmiary i sięgnęła największych absurdów. I nawet jeśli w USA, mówiąc rzeczy politycznie niepoprawne, nie wyląduje się w więzieniu, to i tak będzie się miało zrujnowaną karierę, być może bardziej niż w jakimkolwiek europejskim kraju.

Jeśli chodzi o politykę zagraniczną USA, przez cały czas amerykańskie elity polityczne zaczynały „zapraszać” (trzeci) świat, aby przyjechał do USA na długo przed tą samą zgubną polityką „multikulturalizmu”, również przyjętą w Europie. Dokładnie te same elity prowadziły agresywną politykę „inwazji świata” i atakowania – tylko w ostatnich dekadach – Afganistanu, Pakistanu, Iraku, Libii, Syrii, Sudanu, Somalii i Jemenu, powodując śmierć setek tysięcy niewinnych cywilów i wywołując falę islamskiego terroryzmu, głównie finansowanego przez Arabię Saudyjską, z którą polityczne elity utrzymują najbardziej serdeczne stosunki.

A jak ocenia Pan sukces gospodarczy formalnie komunistycznych państw, takich jak Chiny, które łączą jednopartyjną dyktaturę z częściowo wolnym rynkiem?

Gospodarczy sukces państwa zależy od trzech powiązanych wzajemnie czynników: bezpieczeństwa własności prywatnej i praw własności, wolności umów i handlu oraz wolności stowarzyszania się i niestowarzyszania – a także oczywiście pracowitości, inteligencji i pomysłowości jego mieszkańców. Każde państwo, jeśli jest finansowane opodatkowaniem, działa, naruszając te wymagania. Ale te naruszenia mogą być mniej poważne lub dalekosiężne, co wyjaśnia relatywny sukces niektórych państw i niepowodzenie innych.

Wewnętrzna organizacja państwa – czy to jest jednopartyjna dyktatura, czy też wielopartyjna demokracja – nie ma z tym żadnego związku. Aktualny przykład Wenezueli jasno pokazuje, że demokracja i demokratyczne wybory mogą prowadzić do niemal całkowitego zniesienia praw własności prywatnej oraz wolności umów i handlu i spowodować spektakularny upadek gospodarczy.

Z tego punktu widzenia również porównanie wydajności gospodarczej Indii i Chin jest pouczające. Podczas gdy współczesne Indie przez niemal siedem dekad do teraz były rządzone przez demokratyczne rządy, współczesne Chiny były rządzone w sposób dyktatorski przez partię komunistyczną – około połowę tego czasu, podczas ery Mao, przez ortodoksyjne kierownictwo partyjne z komunizmem na całego, a przez drugą połowę przez komunistyczny reżim wprowadzający „liberalne” reformy.

Rezultat? Oba państwa są nadal strasznie biedne według zachodnich standardów, co wskazuje, że oba rządy zrobiły niewiele – jeśli cokolwiek – w zakresie poszanowania praw własności prywatnej. Ale podczas gdy sytuacja gospodarcza w obu krajach do początków lat osiemdziesiątych była jednakowo rozpaczliwa, to od tamtej pory, wraz z „reformowanym komunizmem” w Chinach, chiński PKB na osobę przekroczył i wzrósł znacznie powyżej tego w Indiach, co wskazuje na porównywalnie większy obszar wolności gospodarczej w Chinach i/lub średnio inteligentniejszą i bardziej pracowitą chińską ludność.

Konkludując: nie można wierzyć w demokrację, ale nie można także wierzyć w dyktaturę. Raczej trzeba pokładać nadzieję w radykalnej politycznej decentralizacji – nie tylko w Indiach i Chinach, ale wszędzie.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Tomasz Cukiernik

Hans-Hermann Hoppe – urodzony w 1949 roku w Niemczech Zachodnich ekonomista szkoły austriackiej i teoretyk anarchokapitalizmu, profesor ekonomii na Uniwersytecie Nevady w Las Vegas, autor wielu książek, z których kilka zostało wydanych w języku polskim.

2 KOMENTARZE

  1. kilka dni temu czytalem o tych wizjach austriackich wehrmachtowcow i ss-manow na temat 1000-ca lichtesteinow, czyzbys Pan tez polknal ten haczyk i marzyl o takim rozkwicie superpanstwa , kontrolowanego przez mafijnych bossow. Podsumowanie Amerykanow na temat Europejczykow, ze sa zagorzalymi socjalistami i komunistami nie odbiega od kilkudziesieciu lat od prawdy, bo tak jest. Co do wasalow to, czy to sie Panu podoba, czy nie, tak dlugo jak amerykanie trzymia niemiecka gebe przy glebie, tak dlugo mielismy spokoj. USA prowadzi swoja cicha wojne prze szantaz, terroryzm, ale my mamy spokoj i to jest wazne. Do wojny i tak dojdzie i lepiej aby amerykanie byli przy tym przyszlym konflikcie zaangazowani, niz mialaby to prowadzic Unia, lub co nie daj Boze Niemcy, ktorzy by nas sprzedali na poczatku konfliktu, by samemu miec jak najmniejszy uszczerbek.
    co do reszty ,to sie rowniez z tym zgadzam co zostalo napisane.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here