Cywilizacja islamska jest jedyną cywilizacją współczesnego świata pozostającą w stałym zbrojnym konflikcie ze wszystkimi pozostałymi. Z cywilizacją zachodnią od ataku na Nowy Jork we wrześniu 2001 roku. Z cywilizacją prawosławną na Kaukazie i na Bałkanach, z cywilizacją hinduistyczną w Kaszmirze, z cywilizacją chińską w Xinjiangu (Turkiestanie Wschodnim), z cywilizacją żydowską w zasadzie non-stop oraz z cywilizacją buddyjską w Birmie. Muzułmanie prowadzą również zbrojną walkę na Filipinach – w kraju, który ze względu na religię oraz styl życia jest uważany za należący do cywilizacji latynoskiej, mimo że nie leży w Ameryce Południowej.

Tak więc ludzie, którzy twierdzą że Bóg jest dla nich najważniejszy, ze słowami Boga na ustach niszczą wszystko, co uznają za niegodne, żeby istniało na ziemi. Problem islamskiego terroryzmu polega na tym, że w islamie – inaczej niż w chrześcijaństwie – nie ma podziału na sacrum i profanum. Całe życie jest regulowane przez religię, a ponieważ – jak twierdzą – wszystko otrzymali od Boga, to każde odstępstwo w życiu jest odstępstwem od tego, co im przekazał Bóg, czyli świętokradztwem, które trzeba – nie sposób odmówić tu logiki i konsekwencji – bezlitośnie karać. Stąd też biorą się walki z przedstawicielami innych cywilizacji, które opierają się na innych wartościach i w których występują inne religie.

Genialny polski historiozof Feliks Koneczny, którego nie sposób w tym kontekście nie zacytować, uważał, że celem walk pomiędzy cywilizacjami jest narzucenie swojego systemu wartości, ponieważ na danym terytorium nie mogą funkcjonować jednocześnie dwa systemy wartości – jak np. dwa różne systemy prawa.

Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że walki bardzo rzadko obejmują całość ludności należącej do danej cywilizacji – zazwyczaj dotyczą tylko jakiejś jej części, tej najbardziej agresywnej. Nie inaczej jest teraz. Ogromna rzesza muzułmanów, choć przekonana o wyjątkowości i nadrzędności swojej religii nad innymi, nie chce żadnych walk ani konfliktów. Chce po prostu normalnie żyć. Najwyraźniej widać było to w ostatnich latach w Egipcie, gdzie znaczna część muzułmańskiej społeczności przeciwstawiła się islamizacji kraju i siłą obaliła rządy Bractwa Muzułmańskiego i prezydenta Mursiego.

Terrorystyczny dom wariatów

Cechą islamskiej cywilizacji jest brak centrum – zarówno politycznego, jak i religijnego. Od upadku tureckiego imperium i jednoczesnej likwidacji kalifatu (turecki sułtan był równocześnie kalifem) żadne państwo – Turcja (najsilniejsze), Arabia Saudyjska (najbogatsze i będące strażnikiem Mekki), Indonezja (najliczniejsze) – nie stało się politycznym centrum islamu. Brak kalifa spowodował, że w świecie islamu są dziesiątki religijnych przywódców uważających się za najwyższy autorytet religijny. Prowadzi to konfliktów i walk pomiędzy nimi i siłami, które reprezentują. Najlepszy przykład to Afganistan.

Od kilku dekad trwa tam wojna pomiędzy umiarkowanymi muzułmanami, których najbardziej znanym przedstawicielami byli: niedawny prezydent Hamid Karzaj, a jeszcze wcześniej słynny z walk z Sowietami Ahmad Szach Masud, oraz talibami – muzułmańskimi ekstremistami, którzy przez kilka lat rządzili Afganistanem, tworząc wówczas Islamski Emirat Afganistanu. Dzisiaj w Afganistanie trwa konflikt pomiędzy talibami a Al-Qaidą, którą ci pierwsi oskarżają o to, że sprowadziła nieszczęście na ich kraj. Mówi się, że informację o egzekucji głównego przywódcy Al-Qaidy, Osamy bin Ladena, dokonaną podczas rajdu amerykańskich komandosów, liderzy talibów przyjęli z ulgą.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here